Ni to chrząszcz, ni to konik polny… Na pewno owad. Był okres w okolicach maja, że spotykałem go dość często. Może to po prostu chrząszcz majowy… 😉

Pachyprotasis rapae
Ni to chrząszcz, ni to konik polny… Na pewno owad. Był okres w okolicach maja, że spotykałem go dość często. Może to po prostu chrząszcz majowy… 😉

Witajcie w Nowym Roku. Dzisiaj uspokajające mam nadzieję fotki z wczorajszego spaceru. Wiało co prawda jak cholera, ale aparatu mi z rąk na szczęście nie wywiało. Być może dlatego, że miałem uwieszony u szyi 😉



W drugim roku fotoblogowania przybyło mi ok 80-90 procent odsłon i odwiedzin nie licząc dni, kiedy link do fotobloga był na głównej gazeta.pl, bo wtedy statystyki wariowały 😉
W ciągu roku pojawia się tu około 360 wpisów i ok. 600 zdjęć! Od początku istnienia fotobloga (dwa i pół roku) pojawiło się 897 wpisów i 1428 zdjęć. Aż ciężko uwierzyć w moją płodność 😉
Na tą wielgachną ważkę Gadziogłówkę pospolitą (Gomphus vulgatissimus) natknąłem się w maju w bardzo gęstej trawie. Mocno się zdziwiłem, gdy zauważyłem ją w takim miejscu. Siedziała spokojnie dając się dowolnie obfotografować, wręcz sprawiała wrażenie nieżywej… bo nawet jej powieka nie drgnęła…



Kiedy tylko zorientowałem się, że dziś jest super widoczność, wsiadłem w samochód i pojechałem na najbliższe znane mi miejsce, skąd podobno widać Tatry. I okazało się, że faktyko 😉 Widok rewelacyjny, aż się wierzyć nie chce, że do tej najbliższego szczytu (Łomnica) po lewej stronie jest 136 km…


Pewien chrząszcz przyodziany w czarny płaszcz, naoglądał się „Porwanie Baltazara Gąbki” i postanowił wcielić się w Szpiega z Krainy Deszczowców. Siedząc na koniuszku trawy, wypatrywał Smoka, kucharza Bartoliniego i Doktora Koyota przemierzających Krainę Psiogłowców….
Jakiś czas później okazało się, że cierpiał na rozdwojenie jaźni….

Chociaż kaktus w tle mógłby wskazywać, że akcja dzieje się na jakowejś pustyni, to nie dajcie się zwieść pozorom, to malutkie narośle na zbutwiałym konarze.

Dziś kolejne moje jesienne znalezisko. Nic o nim nie mogę napisać co zacz, nawet dziś skojarzeń żadnych nie mam

Pewna chrząszczyca, pewnego pięknego letniego dnia, po długim romantycznym spacerze z chrząszczem jej życia była tak zmęczona, że na kilka liści od domu ów chrząszcz musiał ją dosłownie pchać na siłę do domu. I ten moment uchwyciłem ja.


To, to już musi być śluzowiec z prawdziwego zdarzenia o ciekawym kształcie. To Gronianka lśniąca (Badhamia utricularis). Nie wszystkie „baloniki” były takie kształtne, wiele z nich wyglądało, jakby uszło z nich powietrze. To pewnie przez niską temperaturę, kiedy robiłem zdjęcia było kilka tylko stopni na plusie.



Tym razem gościłem na pokazie rękawic bokserskich. Na zdjęciu jedyny model, jaki był prezentowany, o wiele mówiącej nazwie – „W mordę jeża”.

