Stałe miejsce

Jest takie miejsce niedaleko mojego domu, gdzie zawsze się zatrzymam… Kapliczka pod drzewami — moja stała miejscówka na rowerowych trasach.

Czasem robię tu zdjęcia, czasem tylko postoję i popatrzę przed siebie… a czasem po prostu łapię oddech po podjeździe, zanim ruszę dalej 😉

Niby zwykła kapliczka. A jednak jest w niej coś takiego, że trudno ją minąć obojętnie. Drzewa stoją jak wierni strażnicy, widoki cieszą oko, a aparat tylko czeka, aż znowu pójdzie w ruch.

Odkryte

Są takie miejsca — i to, jak się okazuje, prawie tuż pod domem — które zachwycają od pierwszego spojrzenia. Głębokie na kilkanaście metrów, trudne do pokonania wąwozy, pokryte grubym dywanem liści.

Właśnie w takie miejsce trafiłem w ubiegłym tygodniu podczas spaceru. Śmiem twierdzić, że ludzka stopa raczej tam nie bywa — a jeśli już, to zdecydowanie nie za często.

Trzy akty jednego wieczoru

Rowerowa wycieczka, a w gratisie spektakl na niebie w trzech odsłonach!

🔸 Akt pierwszy: ciepłe barwy i zachmurzone niebo – myślę sobie: „Może coś z tego będzie?”…

🔹 Akt drugi: po zachodzie, zatrzymałem się na wiadukcie nad autostradą – chłodne odcienie, zupełnie inny klimat.

🔺 Akt trzeci: jazda zakończona, ale na niebie zaczyna się jeszcze lepszy spektakl. Patrzę w górę… i co widzę? Niebo w kolorze czerwonym!

Ktoś by powiedział, emocje jak na czeskim filmie! No raczej nie dla mnie, ja to uwielbiam 🙂

Wiosenne zwiastuny i… durszlak

Wiosna powoli budzi się do życia – pierwsze listki, pierwsze kwiatki… i pierwsze dziwne znaleziska w lesie. Bo obok delikatnych pączków i świeżej zieleni natrafiłem na drzewo, na którym dumnie wisiał… durszlak. 🤨

Czyżby leśne skrzaty gotowały makaron? A może ktoś postanowił odcedzić wiosnę z zimowych resztek? Tego się pewnie nie dowiem, ale jedno jest pewne – natura zawsze zaskakuje! 😄🌿

Zwykłe – niezwykłe

Droga… Czasem to najlepsze, co masz pod ręką, gdy w pobliżu brak superatrakcyjnych miejsc. Więc szukasz kadrów wszędzie – a droga i drzewa przewijają się na zdjęciach najczęściej.

Wystarczy jednak dodać do tego cudowne, miękkie, poranne światło… i sprawa wygląda zupełnie inaczej. Zwykłe staje się niezwykłe.

Polni statyści

One mnie chyba tego ranka prześladowały. Gdzie się nie obejrzałem – tam sarna.

Albo nie… Może one, tak jak ja, podziwiały te niesamowite, mgliste krajobrazy? Stały zauroczone… tak samo jak ja? 🤔

Cuda o poranku

Takie mgliste poranki mogłyby zdarzać się częściej. Gdzie się nie obejrzę, tam gotowy kadr na zdjęcie. Nie inaczej było pewnego ranka w mijającym tygodniu – mgły snuły się leniwie nad polami, światło było miękkie i klimatyczne, a ja już wiedziałem, że to będzie udany fotograficznie poranek.

Jedyny problem? Czas. Bo choć w głowie miałem kilka miejsc, do których warto byłoby zajrzeć, to zegarek brutalnie przypominał, że praca sama się nie zacznie. Ale co tam, parę minut na szybkie kadry musiało się znaleźć – takie warunki nie zdarzają się codziennie!

Mgieł i brak drugiego śniadania

Wtorkowy poranek. Budzę się przedwcześnie. Przeciągam się, zerkam przez okno… i momentalnie dochodzę do siebie. Mgieły!

Nie zabieram ze sobą nawet drugiego śniadania, ale zamiast tego biorę aparat, wskakuję do auta i pruję w plener. Po drodze do pracy muszę zaliczyć jeszcze na szybko kilka miejscówek.

Oniemiewam. Mgły snujące się leniwie nad polami, niziutkie słońce dające cudne, miękkie światło, cisza i ziąb – ale taki przyjemny. Wspaniałe warunki, cieszę się jak dziecko w Legolandzie, a może i bardziej.

Rowerowe wyprawy: Więcej niż zdjęcia

Rowerowe wyprawy to pasja, która oprócz fotografii zdominowała ten blog. Czasem to tylko krótka przejażdżka po okolicy, innym razem długie trasy, które zostają w pamięci na długo. Każda wyprawa ma coś wyjątkowego – piękne widoki, momenty, które po prostu trzeba uchwycić na zdjęciu. Czasem jest to niezliczona liczba zdjęć, innym razem tylko jedno lub dwa. A wiele razy w ogóle nie fotografuję, tylko po prostu jadę. 🙂

Powrót do korzeni

Od tego zaczęła się moja przygoda z fotografią 15 lat temu – od makrofotografii. Ci, którzy są tu ze mną od początku, z pewnością to pamiętają. Teraz makrofotografia zeszła na dalszy plan, ale obiektyw wciąż leży w szufladzie i od czasu do czasu go wyciągam. Właśnie ostatnio miałem takie natchnienie, więc zabrałem go do ogrodu.