Brak tematów

Zimą cieszy każda, choćby krótka chwila ze słońcem. A jeśli trafi się wschód lub zachód z pięknymi kolorami, to już szczyt marzeń. Ale z drugiej strony, gdyby codziennie przez cały rok niebo było bezchmurne i śweciło słońce, pewnie wczesniej czy później by nam sie to znudziło.

Mnie by to z pewnością nie odpowiadało. Owszem lubię ciepło, ale brak dynamiki w pogodzie oznaczałby dla mnie brak tematów do fotografowania…

Jak się nie ma co się lubi

Dni takie krótkie, a jak przychodzi weekend, to brak ładnych wschodów i zachodów słońca. Zatem, kiedy tylko coś się rano szykuje, ja biorę aparat do auta i przynajmniej w drodze do pracy staram się coś złapać.

Poniżej jeden z tych grudniowych wschodów, kiedy słońce próbowało mało skutecznie przebić się przez chmury, a jedynie zabarwiło niebo dalikatnym kolorem. Wiadomo, że wolałbym być wtedy w plenerze, ale jak się nie ma co się lubi….

Kształt pożyteczny

Było tak zimno, że i tak musiałbym dreptać w miejscu, więc przynajmniej wydeptałem coś pożytecznego 🙂

Poniedziałkowy ranek był mroźny, bo dla mnie dziesiąć stopni na minusie w połączeniu z wiatrem, to ekstremalne warunki. Zimy w ostatnich latach mnie rozpieściły i odwykłem od zimna.

Mimo to porzuciłem domowe ciepełko i wylazłem w plener. I fajnie, bo jak to zwykle bywa, po wszystkim nie żałuję tylko cieszę się, że ruszyłem się i przyniosłem kilka fotek.

Listopad

Listopadowe mgły. Listopadowe rudości. Listopadowa temperatura. Listopadowy poranek. To miesiąć, którego można nienawidzić, ale można i kochać. Wszystko zależy od aury. Plucha, wiatr i deszcz to nie jest pogoda, która da się lubić, ale już umiarkowany chłodek, lekki wiaterek i zamglone krajobrazy w kolorze, jaki tylko może nam zaserwować ten jesienny miesiąc, już tak.

Pozostaje wyczekiwać tych własnie chwil z pogodą nadającą się, by wyjść z domu i powędrować… tak naprawdę gdziekolwiek – do parku, lasu, nad rzekę, czy po prostu w szczere pola. Łyknąć świeżego powietrza i zażyć ruchu.

Mimo piątku

Piątkowy poranek był wyjątkowy. Wyjeżdżając długo przed świtem do pracy już widziałem na niebie pierwsze oznaki cudownego wschodu słońca. Później było tylko piękniej. Niestety mogłem jedynie fotografować z fotela samochodu, bo przecież człowiek wstaje w ostatniej chwili i zawsze się spieszy.

A widok był naprawdę fascynujący. Na ile pozwoliła szybka jazda (pierwsza żona ma ciężką nogę 🙂 ) zrobiłem kilka pamiątkowych fotek. Taki widok w trasie do pracy sprawia, że nawet mimo piątku chce się pracować! Serio 😉

Chciałem wracać

Magiczny poranek. Chwilkę wcześniej chmury zakrywały prawie całe niebo i były tylko małe prześwity. Jakież było moje zdziwienie, kiedy przez jeden z nich dostało się nieco światła wstającego słońca i zrobiło się różowo.

Tego różowego było bardzo mało, co widać na zdjęciu zrobionym na szerokim kącie. Wspaniałe wrażenia z możliwości podziwiania tego cudu natury. A już zrezygnowany chciałem wracać do domu…

Miękkie i plastyczne

Nie wygląda, ale zdjęcia te powstały jeszcze przed wschodem słońca. Uwielbiam tę porę do fotografowania. Zupełnie inaczej wszystko wygląda widziane ludzkim okiem, a zupełnie inaczej zapisane na matrycy aparatu podczas długiego naświetlania.

Tego poranka światło miało bardzo utrudniony dostęp do parku ze względu na zalegającą w okolicy mgłę. Tu akurat było jej niewiele, ale już poza parkiem widocznośc ograniczała się do kilkudziesięciu metrów. Do tego duża wilgoć, a to działało jak potężna blenda, stąt własnie światło było tak miękkie i plastyczne.

Włóczęga i fotografowanie

Dwa poranki z przymrozkiem. O ile skrobanie szyb samochodu nie należy do moich ulubionych czynności, to wszystko to, co dzieje się później uwielbiam. Przymrozek zwiastuje bezchmurny poranek, piękny szron i… czasami mgły.

Jeśli to wszystko ze sobą połączyć, może to zwiastować jedno – cudownie spędzony poranek na włóczeniu się po okolicy połączonym z fotografowaniem.

Magia fotografii

Coś mi mówi – wstań i jedź. Niebo obdaruje cię fanymi kolorami. Innym razem coś mi mówi – nie jedź, ranek nie będzie atrakcyjny. Czy słucham tych głosów? Raz słucham, raz nie 🙂

Mam ochotę to jadę, nie mam, to nie jadę. Wtedy pojechałem. Na długo przed świtem. I dobrze, bo kolor pojawił się już na niespełna godzinę nim wstało słońce. Zdążyłem. Bardzo wiało, choć na wodzie nie widać fali. To dlatego, że było na tyle ciemno, że zdjęcia musiałem naświetlać nawet do pół minuty. Woda została wygładzona. Wydaje się, że jest cisza, jak makiem zasiał. Magia fotografii.

Pozytywy

Jest siódmy października, a na drzewach wcale nie widać kolorów jesieni. Owszem jest już sporo chłodniej, ale powietrze mimo, że chłodniejsze wydaje się jeszcze całkiem ciepłe. Nawet ten wiatr, który od czasu do czasu powieje mocniej, póki co nie jest przeszywający.

Możemy podziwiać piękne poranki i wieczory. Natura nie skąpi kolorów na niebie. I najfajniejsze, że wschód słońca jest tak późno, nie trzeba się zrywać i można spokojnie pospać prawie do szóstej. W każdej porze roku można znaleźć pozytywy 🙂