Słoneczny poranek i odrobina szadzi. Do tego rześkie powietrze i prawie zero wiatru. Mało czasu na spacer, ale dobre i te kilkadziesiąt minut poświęcone na ruch, zdjęcia i łapanie witaminy D.



Słoneczny poranek i odrobina szadzi. Do tego rześkie powietrze i prawie zero wiatru. Mało czasu na spacer, ale dobre i te kilkadziesiąt minut poświęcone na ruch, zdjęcia i łapanie witaminy D.



Odrobina mgiełek w zimie? Proszę bardzo. Jeszcze przed wschodem zrobiłem kilka zdjęć na podmokłych łąkach. To był jeden z tych dni, kiedy dzień zaczynałem z aparatem. Czyli tak, jak najbardziej lubię 🙂



Po raz kolejny wracam do pamiętnego poranka sylwestrowego. Mróz i mgła jak już pisałem zaskoczyły mnie, bo kilka kilometrów wcześniej temparatura była trzy na plusie, a powietrze przejrzyste. Tu nad łąkami unosiła sie jednak mgiełka, a ręce marzły z zimna.
Nic a nic nie myślałem o zimnie mając przed oczyma takie widoki i takie kolory! Cieszyłem się chwilą, ciszą i spokojem. Krókie kilkadziesiąt minut, zapamiętane na zdjęciach.



Ostatnio warunki do fotografowania mi nie sprzyjają. W tygodniu jestem w pracy i nie mam możliwości wybrać się w teren, a z kolei w weekendy, mimo że regularnie spędzam je na spacerach po lesie i okolicy, nie ma odpowiednich warunków, a i zwierzyna nie dopisuje.
Jest to doskonała okazja, aby sięgnąć do archiwum zdjęć i taki mam plan na najbliższy tydzień. Będę cierpliwie czekał na dłuższy dzień i lepsze warunki 😉
Dziś zdjęcie z sylwestrowego poranka. Mróz i niespodziewana mgła stworzyły wtedy cudowny kimat nad strumykiem i podmokłych łąkach.

Kto lubi śnieg i mróz może się w końcu nim nacieszyć. Napadało go całkiem sporo i pewnie utrzyma się na dłużej. Ja osobiście aż takich mrózów nie lubię i wolę dodatnią temperaturę. Nawet zimą.
Fakt, że miło jest pospacerować po zmrożonym, trzeszczącym pod butami sniegu, ale jeszcze fajniej jest wyjść na rower 😉



Miłe było te kilka dni z nieśmiałymi przebłyskami słońca. Było też sporo wolnych dni, które można było wykorzystać na włóczęgę po okolicy. Końcówka roku była u mnie bardzo aktywna. Żal trochę, że idzie zmiana w pogodzie…



Uwielbiam tę godzinę na fotografowanie. Jest jeszcze prawie zupełnie ciemno. Do tego temperatura poniżej zera stopni. Prawie bezchmurne niebo. Do wschodu słońca kilkadziesiąt minut.
Obłędne kolory, które wyłuskuje aparat po kilkunastominutowym naświetlaniu. Klimat nieco wiejący grozą ze względu na tę mgłę, z której nigdy nie wiadomo co zaraz się wyłoni. Do tego prawie idealna cisza, bo tylko od czasu do czasu było słychać pokrzykujące w oddali ptaki.



Sylwestrowy poranek na długo pozostanie w mojej pamięci. Po kilku tygodniach posuchy fotograficznej w końcu trafiłem na piękny poranek.
Najpierw, jeszcze przed wschodem słońca obfotografowałem niepozorną sadzawkę (o tym już wkrótce), by później pojechać na żwirownię i tam uchwycić ciepłe już barwy złotej godziny.
Od kilku tygodni wieje u mnie niewąsko, a wczoraj było cichutko i spokojnie. Widać to zresztą doskonale na poniższym zdjęciu. To dla takiego spokoju wstaję rano i wybywam tam, gdzie nie ma żywego ducha.

Jak fajnie, że już jutro kolejny weekend i kolejne trzy wolne dni. Liczę na rozpogodzenia i miło spędzony czas na spacerach jeżdzeniu rowerem i fotografowaniu. O tej porze nawet najkrótsze chwile ze słońcem cieszą, zwlaszcza te o wschodzie lub zachodzie słońca.



Jak miło było w końcu pojechac na dłuższą wyprawę rowerem. Wczoraj temperatura jak na tę porę roku rozpieszczała. Kiedy wyruszałem z domu przed siódmą rano było przyjemne siedem stopn na plusie. Później temperatura wzrosła jeszcze o dwa stopnie i nawet ten porywisty wiatr nie był aż tak bardzo odczuwalny.
A na dzień dobry mogłem podziwiać piekny wschód słońca. Wydawało się, że chmury szczelnie przykrywają niebo, a jednak odrobinę słońca dostało się pod nie, kolorując na czerwono.


