Ciepłe słoneczko

W dolinach mgły. Na pagórkach czysto, ale pochmurno. Pierwsze promienie słońca zobaczyłem dopiero po kilkudziesięciu kilometrach rowerem, kiedy chmury się rozeszły, a mgła zaczęła rozpraszać.

To zdecydowanie najpiękniejszy moment pamiętnego poranka. Bo potem złapał mnie deszcz, a ja w popłochu szukałem jakiegoś dachu. Udało się, ale na szczęście deszcz nie trwał długo i reszta wyprawy minęła w ciepłym słoneczku.

Początek widoków

Sobota, godzina trzecia czterdzieści pięć nad ranem. Dzwoni budzik, otwieram jedno oko i od razu je zamykam z powrotem. Po chwili jednak przypominam sobie, że to nie do pracy a na rower trzeba wstać.

To zupełnie inna sprawa, z chęcią zrywam się z łóżka i godzinkę później podziwiam ten cudowny widok wschodzącego słońca nad rozległą doliną spowitą mgłami. A to dopiero początek fajnych widoków.

Jechać czy spać

Ach te poranne rozterki. Co z tego, że obudziłem się o czwartej rano, jak wstałem, wyjrzałem przez okno i zacząłem rozkminiać, czy warto ruszać na rower i zdjęcia. Tak mi zeszło z godzinę, aż spod chmur wyszło słońce. Dopiero wtedy przestałem mieć wątpliwości.

Co prawda nie było zapowiadanych mgieł, ale i tak było bardzo ładnie. Zwłaszcza kiedy wyjechałem na pobliskie pagórki. Przyjemne ciepełko zachęcało do jak najwolniejszej jazdy.

Świadek

Żałowałem, że nie wyszedłem z domu jeszcze wcześniej. Światło byłoby jeszcze piękniejsze. Ale tym razem pospałem dłużej i wyszedłem w plener dopiero półtorej godziny po wschodzie słońca.

Jednak to poranki mają w sobie najwięcej magii. Owszem zachody słońca też bywają piękne, ale rano lubię tę pustkę i ciszę. Lubię tę świadomość, że wszyscy jeszcze śpią, a ja już jestem świadkiem tego cudownego początku dnia.

Otchłań

Do wschodu czterdzieści minut. Trochę już jasno, a kolory są nijakie. To nic, ja je lubię. Są inne niż o wschodzie, zachodzie, w południe, czy po południu. I mało kto je ogląda, bo większość jeszcze śpi.

Ja czekając na wschód, spaceruję i szukam kadrów. Szukam koloru. Perspektywy. Pod różnym kątem, różną ogniskową. Eksperymentuję. Coś się potem wybierze z tych zdjęć do pokazania.

Byłem w raju

O święty Franciszku, patronie krajobrazów! Co to był za poranek. Kolory dosłownie zalały okolicę. Zawładnęły wszystkim dookoła. Łącznie z Witkiem, który jak niespełna rozumu biegał we wszystkie strony, aby zdążyć zrobić jak najwięcej zdjęć.

Pobudka o nieludzkiej godzinie – 4:30… Zajeżdżam na miejscówkę, a tam nic się nie dzieje. No ale do wschodu jeszcze sporo czasu. Zawsze jest ta niepewność, czy niebo rozbłyśnie kolorami.

Czekam i czekam! I oto najpierw nieśmiało nad horyzontem, by po kilku chwilach całe niebo zapłonęło. Niepozorne obłoczki zaświeciły oszałamiającym blaskiem. Kolorami zmieniającymi się z minuty na minute. Coraz intensywniej i intensywniej. Jak w raju.

Kamionka, Podmłynie
Kamionka, Podmłynie
Kamionka, Podmłynie

Oko i roleta

To było jeszcze w ubiegłym tygodniu. Podniosłem oko, potem drugie, a potem rolety. I już wiedziałem, że ten poranek będzie nie byle jaki. Trzeba jednak było jechać do pracy, więc pierwszą żonę posadziłem za kierownicą, a ja zasiadłem z aparatem na miejscu pasażera.

Przeczucie tym razem mnie nie zawiodło. Na niebie pokazały się przepiękne czerwone barwy!

Trzciana, Dół
Będziemyśl, Pod Koleją
Świlcza, Osiedle