Dużo wody na łąkach. Dawno tak w mojej okolicy nie było. Dużo ostatnio padało, ale nie brakowało też chwil ze słońcem i miało miejsce kilka pięknych wschodów.

Dużo wody na łąkach. Dawno tak w mojej okolicy nie było. Dużo ostatnio padało, ale nie brakowało też chwil ze słońcem i miało miejsce kilka pięknych wschodów.

Przyjemne pięć stopni na plusie w lutym to rarytas. Chłodny wiatr – normalne o tej porze roku. Świecące słońce i to w weekend – jak wygrać milion w totolotka 🙂
Wsiadłem na rower krótko po wschodzie słońca. Liczyłem na piekne słoneczne widoki. I owszem tak było. Przez pierwsze pół godziny jazdy.



Dzięki takim chwilom jakoś mogę przetrwać ten czas. Czas ni to zimy, ni to przedwiośnia. Fajnie, że dzień jest już dłuższy i po powroci z pracy można jeszcze trochę łyknąć dziennego światła.

Pola są o tej porze roku nieatrakcyjne. Zwłaszcza w dni bez słońca, w dni z deszczem. Ale kiedy już się zdarzy, że sie nieco przejaśni, że słońce uraczy nas swoim widokiem, wszystko się zmienia. Wypatruje takich chwil i gdy tylko mam możliwość, a pogoda jest łaskawa, ruszam w teren.

Jak się aktywnie spędza czas, to w moim wieku trzeba się liczyć z kontuzjami. Z taką właśnie się borykam od jakiegoś czasu, ale w sobotę nie wytrzymałem i wskoczyłem na rower, żeby choć chwilę pojeździć. W najcieplejszym momencie dnia było 13°C na plusie i większość dnia świeciło słońce, więc musiałem to wykorzystać.
Wybrałem się późnym popołudniem, aby złapać może jakiś zachód słońca, bo dawno nie fotografowałem. Może szału na niebie nie było, ale w ulubionych miejscówkach zazwyczaj można liczyć na udany kadr.

Luty to już chyba taka mała wiosna…? Pewnie nie, ale pomarzyć można. Bo w pamięci mam ubiegłoroczny luty. Z dodatnimi temperaturami. Z wieloma pogodnymi dniami. W czasem spędzanym na wyprawach rowerowych…
Póki co z braku laku, nocny kadr z Ochałem w roli drugoplanowej.

Słoneczny poranek i odrobina szadzi. Do tego rześkie powietrze i prawie zero wiatru. Mało czasu na spacer, ale dobre i te kilkadziesiąt minut poświęcone na ruch, zdjęcia i łapanie witaminy D.



Miłe są chwile ze słońcem w zimie. Nawet jak nie ma śniegu. Kilka fotek z wędrówki po okolicy.



Odrobina mgiełek w zimie? Proszę bardzo. Jeszcze przed wschodem zrobiłem kilka zdjęć na podmokłych łąkach. To był jeden z tych dni, kiedy dzień zaczynałem z aparatem. Czyli tak, jak najbardziej lubię 🙂



Po śniegu zostało wspomnienie. W ciągu dnia temperatura na plusie, jedynie rano łapie przymrozek. Jak dla mnie może już nie być śniegu. Nacieszyłem się nim wystarczająco. Chętnie wsiądę teraz na rower.
