Półtorej godziny

-4° C i wiatr nie zachęcały, aby rano wyjść z domu. Ciepłe łóżko działało jak magnez, który przyciągał mnie ogromną siłą. A kiedy już wstałem, to dom nie chciał mnie wypuścić. Pokonałem jednak te trudności i punktualnie o wschodzie słońca zameldowałem się w lesie.

Owszem, wschód słońca był piękny, ale mnie najbardziej urzekło poniższe zdjęcie, które zrobiłem jakieś półtorej godziny później.

Jak mucha w ukropie

Pisałem chyba już, że często podczas fotografowania uwijam się jak mucha w ukropie. Te najlepsze warunki zwykle nie trwają długo, więc robię wszystko, aby powstało dużo zdjęć. Kombinuję różne kadry i pod różnym kątem.

Podobnie fotografując z roweru, nie czekam na miejscówce na idealne światło, ale kiedy warunki stają się najlepsze, szukam pośpiesznie kadru.

A poniżej kilka zdjęć z takiego kręcenia się dookoła w ubiegły piątek.

Biała tęcza | 27.12.2024

W piątek rano wahałem się, czy w ogóle ruszać się z domu, bo za oknem było pochmurnie, szaro i ponuro. Wsiadłem jednak w auto i po chwili okazało się, że dziesięć kilometrów dalej i sto pięćdziesiąt metrów wyżej, krajobraz jest zupełnie inny. Do tego od czasu do czasu prześwituje słońce, malując na niebie okazałą, intensywną białą mglistą tęczę.

Szybko zrobiłem swoje

To było jeszcze przed świętami, tydzień temu w niedzielę. Obudziłem się wcześnie. Cały tydzień wstawania przed szóstą mnie do tego przyzwyczaił. Rzut oka przez okno i zakiełkowała mi w głowie myśl, że może być piękny wschód słońca.

Temperatura w okolicy zera, ale wiatr wiał,  nie przesadzając z trzydzieści kilometrów na godzinę. W każdym razie kilka razy chciał mi przewrócić statyw. Tego ranka szybciutko zrobiłem swoje i uciekłem czym prędzej do domowego ciepełka.