Szybki spektakl

Tego wieczoru niebo było ciekawsze na wschodzie niż na zachodzie. Specyficzny układ chmur sprawił, że to chmury nad wschodnim horyzontem ukazały się w pięknych czerwonych barwach.

Wracałem z przejażdżki rowerowej i w te pędy goniłem na tę polną dróżkę porośniętą starymi drzewami. Pośpiech był wskazany, bo jak to często bywa, spektakl nie trwał długo.

Co czuć?

Nic tu niezwykłego dziś nie zobaczycie. Poranek, jakich być może było wiele. Kilka drzew, jakiś spróchniały pień, droga, pola uprawne.

Ale kiedy wczuć się w te zdjęcia można jeszcze poczuć przyjemny chłód poranka, zapach nieprzypinający zupełnie niczego, ale bardzo przyjemny. Można usłyszeć nieliczne ćwierkające ptaki i kilka skrzeczących gawronów latających nad głową. Pod stopami poczuć zmrożoną nierówną ziemię, a na twarzy orzeźwiający zefirek.

Nawet godzinę przed

Na niebie nie było żadnych chmur. Jedynie unosiła się lekka mgiełka. To wystarczyło, aby na kilka chwil świat stał się czerwony jak buraczki ćwikłowe.

To niedzielny poranek, czas kiedy słońce jeszcze nie wyszło ponad horyzont. Właśnie wtedy kolory potrafią najbardziej zaskakiwać. Warto mieć przygotowany aparat nawet na godzinę przed wschodem.

Postanowienie noworoczne

Moje postanowienie na nowy rok? Zazwyczaj nie robię, ale na ten mam takie, żeby… mniej jeździć na rowerze. Tak, bo chyba jednak trochę przesadziłem w ubiegłym roku. 217 dni na rowerze… niby fajnie, ale przez to opuściłem się w fotografowaniu wschodów i zachodów słońca. Takiego prawdziwego fotografowania, z lustrzanką i statywem. A nie z przypadku, smartfonem znad kierownicy.

Poniżej kilka zdjęć z wczorajszego poranka. Te cudowne barwy pojawiły się na długo przez wschodem słońca. Długi czas naświetlania wyciągnął z tego wszystko, co najlepsze.

Spacery po śniegu

Czy taki klimat nie jest cudowny? Jest, ale wtedy gdy mamy wolny dzień, najlepiej cały weekend i możemy poświęcić czas na spacery po lesie, czy gdziekolwiek indziej.

Na obecną chwilę śniegu zostało już niewiele i z każdą chwilą znika go jeszcze więcej. Czy się z tego cieszę? W sumie to tak, bo już dziś udało się wyskoczyć na rower, a i w weekend przez południe może być i pięć stopni na plusie.

Kolekcja

Witek, były już jakieś kilometry w tym roku rowerem? Owszem, przez kilka dni, w ubiegłym tygodniu, temperatura miejscami dochodziła do dziesięciu stopni na plusie. Nie mogłem pozostać na to obojętny. Dwie kilkudziesięciokilometrowe wyprawy jak najbardziej wpadły do kolekcji. Sami zobaczcie, że pogoda wyglądała już prawie na wiosenną 🙂