Prognozy pogodowe nie najgorsze, wybieramy się zatem na mały spacerek Połoniną Caryńską.





Prognozy pogodowe nie najgorsze, wybieramy się zatem na mały spacerek Połoniną Caryńską.





Wyruszamy skoro świt (czyli koło 9 😉 ) z Krościenka nad Dunajcem zielonym szlakiem. Znaki piszą coś o niecałych dwóch godzinach marszu. Całą drogę powtarzamy sobie, że wcale nam się nie spieszy i przy każdej sposobności odpoczywamy 😉 Pierwsze fajne widoki mamy z Sokolej Perci, gdzie wspiąć się jest niełatwo (zejść jeszcze gorzej :/)

Następnie szlak prowadzi ostro w dół, czujemy się oszukani, jak to my się tyle wspinamy, a nagle musimy zejść na dół, by znów wspinać się na samą Sokolicę? Niesprawiedliwość! Na szczęście okazuje się, że z przełęczy na samą Sokolice jest już całkiem niedaleko, ufff 😉






Szczyt Bukowego zdobyty.





W czwartek od rana pogoda nawet dopisywała, fakt były chmurki, ale niezbyt groźne a czasami wyglądało słońce.





Następnego dnia, co prawda prognozy mówiły o deszczu i śniegu, ale od rana była piękna pogoda. Około dziesiątej postanowiliśmy się wybrać na lajtową traskę, czyli na Rawkę.
Na początku prawie płaska droga, utwardzona i tak aż do schroniska.

Później lasem, nadal płasko…

No a potem zaczęła się mordercza wspinaczka, nie pamiętam, ale z godzinę co najmniej pionowo w górę na Małą Rawkę. Tam odpoczywaliśmy dłuuugo 😉 Na szczęście na Wielką to już tylko piętnastominutowy spacerek z malutkim i krótkim podejściem. Ale widoki… niezapomniane.







Luknijmy no, którędy droga. Wydaje się, że jest dobrych kilka kilometrów.






To nic, że na poprzednią sobotę meteorolodzy zapowiadali w Bieszczadach burze, grad i śnieg. Kilkoro zapaleńców obudziwszy się rano stwierdziło, że pięknie świeci słoneczko, jest ciepło, więc pełni optymizmu wyruszą w góry.
Cel: Rozsypaniec- Halicz-Tarnica, według mapy pięć i pół godziny spacerku 😉






Sine Wiry to rezerwat krajobrazowy o powierzchni 450ha, znajdujący się na terenach dawnych wsi Łuh, Zawój i Polanki.




…też bywa pięknie. Poprzedniej zimy wybrałem się na przejażdżkę, a tu raptem 10 km od mojej hacjendy takie widoki zastałem. Chodziłem jak potłuczony bite 3 godziny po lesie i pstrykałem we wszystkie strony 😉


