Ze świtu

Czekałem na taki dzień od dawna. Jesień, długo utrzymująca się mgła, ale też od czasu do czasu prześwitujące słońce. Tak było w ubiegły wtorek i tylko temperatura mi średnio pasowała, bo przez pierwszą godzinę jazdy było na minusie, a i potem niewiele cieplej.

Podczas sześćdziesięciokilometrowej trasy przez las warunki były cudowne. Rozpraszająca światło mgła malowała światłem, jak doświadczony malarz. Z entuzjazmem odkrywałem coraz to nowe miejsca z coraz to bardziej zaskakującym światłem. Przywiozłem dziesiątki zdjęć, a dziś te z samego świtu.

Trzy foty i do domu

W sobotę musiałem wstać przed świtem i to wcale nie z powodu roweru ani fotografowania. Jednak kiedy zerknąłem przez okno, już czułem, że to będzie niezwykły poranek.

Pomyślałem, że obowiązki nie zając, nie uciekną i podjechałem na pierwszą lepszą miejscówkę czekać na rozwój wypadków.

Czekałem i czekałem, aż na kilkanaście minut przed wschodem słońca nastąpił punkt kulminacyjny. Niebo zrobiło się czerwone nie tylko na wschodzie, ale dookoła horyzontu, a nawet w zenicie!

Już byłem spóźniony, więc zrobiłem szybciutko poniższe trzy foty i musiałem zmykać do domu.

Wschód Księżca | 18.10.2024

Jeden kroczek w lewo, dwa w prawo i z powrotem ze dwadzieścia w lewo. Powrót na miejsce. Tak to mniej więcej wyglądało, latałem w te i we wte, aby księżyc znalazł się tam, gdzie chciałem. Nie było z tym problemu, bo miałem dużo miejsca, a kilkanaście, kilkadziesiąt metrów korekcji mojego położenia wystarczyło.

Piątkowy wieczór. Pogoda na takie zdjęcia idealna. Księżyc wschodzi kilkanaście minut po zachodzie słońca. Doskonale widoczny od samego horyzontu. Miejscówka klasyczna, fotografowałem stamtąd już wiele razy. Nie chodzi mi jednak o nowe miejscówki, ale emocje towarzyszące oglądaniu tego pięknego zjawiska — wschodu księżyca w pełni.

Kometa C/2023 A3 (Tsuchinshan-ATLAS)

W internecie aż huczało od informacji o komecie, która widoczna jest na wieczornym niebie. Ogromnie nie chciało mi się jechać jej fotografować, bo jak wiadomo, ostatnimi czasy fotografuję prawie tylko i wyłącznie na wyprawach rowerowych, ale zmusiłem się i… oczywiście nie żałuję!

Co prawda gołym okiem nie była ona jakoś specjalnie widoczna, ale na zdjęciu wyszła pierwszorzędnie, czyż nie?