W niektórych miejscach można by się poczuć, jakby już była pełnia wiosny. Zwłaszcza kiedy pięknie przyświeci słońce. Temperatura co prawda chwilowo na to nie wskazuje, ale czekajmy cierpliwie — pogoda w końcu musi się przecież poprawić.



W niektórych miejscach można by się poczuć, jakby już była pełnia wiosny. Zwłaszcza kiedy pięknie przyświeci słońce. Temperatura co prawda chwilowo na to nie wskazuje, ale czekajmy cierpliwie — pogoda w końcu musi się przecież poprawić.



To był ostatni w miarę pogodny wieczór przed zmianą pogody, choć już w ciągu dnia było dosyć chłodno. Jednak na sam wieczór nieco się rozpogodziło, a na niebie zagościła podświetlona zachodzącym słońcem chmura.
To był ten krótki moment, kiedy na chwilę jeszcze można było zapomnieć, że za kilka godzin, mimo kwietnia, ma padać deszcz i wiać mocny wiatr. Przez te kilka minut świat jakby zwolnił, ucichł, a ja mogłem spokojnie patrzeć w niebo, robić zdjęcia i zwyczajnie cieszyć się chwilą. Oczywiście na ile było to możliwe, bo temperatura odczuwalna z pewnością była już poniżej zera.



To zdecydowanie jedna z atrakcyjniejszych miejscówek w pobliskim miasteczku. Dlatego też często tam zaglądamy z pierwszą żoną podczas spacerów. Tym razem czekało na nas piękne popołudniowe słońce i malownicze, nisko wiszące chmury.



Nie ważne dokąd, nie ważne kiedy, ważne żeby złapać nieco oddechu i spędzić czas w ciszy, sam na sam z naturą. Każdy taki spacer ładuje baterie, ale też uzależnia. Wracam i już czekam na kolejne wyjście lub wyjazd rowerem.
Bo wystarczy kawałek lasu, polna droga albo samotne drzewo na horyzoncie, żeby na chwilę wszystko inne przestało mieć znaczenie. I człowiek od razu jakby spokojniejszy, jakby lżejszy…




Jest takie miejsce niedaleko mojego domu, gdzie zawsze się zatrzymam… Kapliczka pod drzewami — moja stała miejscówka na rowerowych trasach.
Czasem robię tu zdjęcia, czasem tylko postoję i popatrzę przed siebie… a czasem po prostu łapię oddech po podjeździe, zanim ruszę dalej 😉
Niby zwykła kapliczka. A jednak jest w niej coś takiego, że trudno ją minąć obojętnie. Drzewa stoją jak wierni strażnicy, widoki cieszą oko, a aparat tylko czeka, aż znowu pójdzie w ruch.




Są takie miejsca — i to, jak się okazuje, prawie tuż pod domem — które zachwycają od pierwszego spojrzenia. Głębokie na kilkanaście metrów, trudne do pokonania wąwozy, pokryte grubym dywanem liści.
Właśnie w takie miejsce trafiłem w ubiegłym tygodniu podczas spaceru. Śmiem twierdzić, że ludzka stopa raczej tam nie bywa — a jeśli już, to zdecydowanie nie za często.




Rowerowa wycieczka, a w gratisie spektakl na niebie w trzech odsłonach!
🔸 Akt pierwszy: ciepłe barwy i zachmurzone niebo – myślę sobie: „Może coś z tego będzie?”…
🔹 Akt drugi: po zachodzie, zatrzymałem się na wiadukcie nad autostradą – chłodne odcienie, zupełnie inny klimat.
🔺 Akt trzeci: jazda zakończona, ale na niebie zaczyna się jeszcze lepszy spektakl. Patrzę w górę… i co widzę? Niebo w kolorze czerwonym!
Ktoś by powiedział, emocje jak na czeskim filmie! No raczej nie dla mnie, ja to uwielbiam 🙂



Wiosna powoli budzi się do życia – pierwsze listki, pierwsze kwiatki… i pierwsze dziwne znaleziska w lesie. Bo obok delikatnych pączków i świeżej zieleni natrafiłem na drzewo, na którym dumnie wisiał… durszlak. 🤨
Czyżby leśne skrzaty gotowały makaron? A może ktoś postanowił odcedzić wiosnę z zimowych resztek? Tego się pewnie nie dowiem, ale jedno jest pewne – natura zawsze zaskakuje! 😄🌿




Droga… Czasem to najlepsze, co masz pod ręką, gdy w pobliżu brak superatrakcyjnych miejsc. Więc szukasz kadrów wszędzie – a droga i drzewa przewijają się na zdjęciach najczęściej.
Wystarczy jednak dodać do tego cudowne, miękkie, poranne światło… i sprawa wygląda zupełnie inaczej. Zwykłe staje się niezwykłe.




One mnie chyba tego ranka prześladowały. Gdzie się nie obejrzałem – tam sarna.
Albo nie… Może one, tak jak ja, podziwiały te niesamowite, mgliste krajobrazy? Stały zauroczone… tak samo jak ja? 🤔



