Czerwone

A tak sobie jeżdżę i szukam najbarwniejszych drzew. Gdy już jakieś wypatrzę, zsiadam z roweru, obchodzę je i fotografuję ze wszystkich stron. Ale musi być naprawdę wyjątkowe – takie fotogeniczne, jak to ze zdjęć poniżej, które robiłem w ubiegłym tygodniu. Czułem, że znowu będzie czerwone, bo i rok temu tak było. Udało się trafić w idealny moment, kiedy liście były już maksymalnie przebarwione, a jeszcze nie opadły.

Korzystajmy

Wróciła ładna pogoda – poranek bezchmurny, a popołudnie tylko z nielicznymi chmurami. Przyjemna, dwucyfrowa temperatura i niezbyt zimny wiaterek. Idealne warunki do wędrowania po naszym Pogórzu Strzyżowskim. Dziś nie rower, a na własnych nogach.

Po porannej dziewięciokilometrowej przebieżce sił zostało tylko na spacer, a i na jutro przydałoby się nieco energii, bo jeśli tylko pogoda dopisze, to trzeba odpalić i rower. Korzystać, korzystać i jeszcze raz korzystać z pięknej aury!

Hasło „MGŁA”

Może i zimno, może nie chciało się wstawać i wsiadać na rower w takich warunkach. Ale kiedy prognozy mówią „MGŁY”, działa to na mnie jak magiczne zaklęcie. Jak tylko znajdę się w tak pięknych okolicznościach przyrody, zapominam o wszelkich niedogodnościach.

Bo nic tak nie wciąga jak poranek spowity mgłą — cisza, wilgoć w powietrzu, światło przebijające się przez mleczne opary. To właśnie te chwile, dla których warto było się ruszyć z ciepłego łóżka i przypomnieć sobie, że jesień też potrafi być magiczna.

Zdjęcie nr 5

Nie co roku tego samego dnia, ale co roku w październiku. Od 2021 roku robię identyczny kadr, a to dlatego, że to drzewo mnie zauroczyło cztery lata temu, kiedy pojawiło się na nim to czerwone serce. Od tego czasu co roku go wypatruję i nic.

Ale przy okazji można zauważyć, jak historia lubi się powtarzać, bo w 2022 miało bardzo podobne kolory jak w obecnym. Więc jest szansa, że serce pojawi się na nim ponownie.

Wieje, ale ciepło

Może i wieje, i to tak konkretnie, ale przynajmniej jest ciepło jak na końcówkę października. Co prawda, jadąc pod wiatr rowerem, bardziej stoję niż jadę, ale za to w drugą stronę lecę prawie bez wysiłku. Szkoda tylko, że czasu już tak mało po powrocie z pracy — słońce zachodzi szybciutko.

Tragedia będzie dopiero jednak w listopadzie. Człowiek wychodzi do roboty po ciemku i wraca też prawie już po ciemku. Byle do marca!

Poproszę

Buczyna, to jest bardzo dobre miejsce do spaceru jesienią. Tam kolory naprawdę potrafią oczarować. Wczoraj tak wiało, że zrywało czapkę z głowy, ale pomiędzy drzewami było już zdecydowanie spokojniej. Liście na tym wietrze leciały z drzew jak oszalałe, ale mam nadzieję, że jeszcze coś zostanie, bo oby ta piękna pora roku trwała jak najdłużej — tylko z nieco lepszą pogodą poprosimy.

Dawka energii

Jesień w pełni — wiatr hula, deszcz zacina, a chłód próbuje przekonać, że najlepiej zostać w domu. Ale nie ze mną te numery! Staram się wstrzelić gdzieś między jednym a drugim opadem, złapać chwilę bez deszczu i wykorzystać każde pogodowe okienko na spacer po lesie z aparatem w dłoni.

Czasem wracam ubłocony, ale za to z głową pełną kolorów i zapachem mokrego lasu w pamięci. Takie chwile mają w sobie trochę spokoju, trochę magii a przede wszystkim uczucie zadowolenia i potężnej dawki energii.

Po sąsiedzku

O panie i panowie… to, co zobaczyłem u siebie po sąsiedzku, przebiło moje najśmielsze oczekiwania! Wyszedłem tylko na chwilę, raptem paręset metrów za dom, żeby zerknąć, jak tam kolory na drzewach przed wieczorem – i aż mnie wmurowało. Szukałem po lasach, po pagórkach, po dalszej okolicy, a tu, proszę bardzo, taki czad dosłownie za płotem!

Kiedy wszedłem na tę dróżkę, niebo zaczęło mienić się ciepłymi barwami, a drzewa płonęły czerwienią i złotem. Cisza, żadnego wiatru, tylko ciche odgłosy moich kroków i to uczucie, że trafiłem w idealny moment.

Aparat był oczywiście w pogotowiu, a każdy kadr wyglądał jak gotowy obraz – zero kombinowania, czysta natura w najlepszym wydaniu.

Jak dziecko

Co może być innym tematem moich ostatnich zdjęć, jeśli nie piękna, polska jesień? A jak jesienne kolory – to koniecznie w lesie. Teraz ciągnie mnie tam szczególnie, jakby ktoś zaczarował mnie tymi złotymi, pomarańczowymi i czerwonymi odcieniami. Kolory przyciągają mnie swoją dziwną mocą, a ja nawet nie próbuję się im opierać.

Wchodzę w las i od razu mam wrażenie, że to zupełnie inny świat – ciszej, cieplej, spokojniej. Powietrze pachnie wilgotnym mchem, a pod nogami szeleszczą liście jak papierowe wspomnienia lata.

Z aparatem w dłoni czuję się jak dziecko, które znalazło skarb. Każde drzewo, każda ścieżka ma w sobie coś magicznego. Wracam do domu z błotem na butach, ale z głową pełną kolorów i kadrami, które przypominają, dlaczego tak bardzo kocham tę porę roku.