Chce się

Ostatnio sporo jeździłem na rowerze. Nie każda wyprawa kończyła się dużą liczbą zdjęć, czasem po drodze powstawał tylko jeden czy dwa lub kilka kadrów. Dziś zebrałem je w jednym wpisie.

Pierwsze zdjęcie powstało o poranku nad wodą. Kolejne pokazuje jedne z pierwszych chwil po wschodzie słońca, gdy jego tarcza dopiero wyłaniała się znad horyzontu. Podczas jednej z tras zahaczyłem też o zamek w Przecławiu, który zawsze świetnie prezentuje się na zdjęciach.

Na końcu zostawiłem urokliwą asfaltową dróżkę prowadzącą przez kilka kilometrów pośród pól uprawnych. Te spokojne i ciche i niepozorne miejsca często najbardziej zapadają mi w pamięć i sprawiają, że chce się ciągle to robić – jeździć, jeździć i jeszcze raz jeździć.

Spektakl dla mnie

Wyruszyłem bez większych nadziei na mgliste krajobrazy. Co prawda była wczesna pora, ale poranek był wyjątkowo ciepły, z temperaturą około 17 stopni, więc wydawało się, że na mgły nie ma już szans.

Tym większe było moje zaskoczenie, gdy trafiłem na te delikatne mgiełki, a nad horyzontem właśnie wschodziło słońce. Taki widok musi robić wrażenie, zwłaszcza gdy pojawia się zupełnie niespodziewanie.

To musiał być naprawdę szczęśliwy zbieg okoliczności. Podczas blisko 100-kilometrowej trasy znalazłem się dokładnie w tym miejscu i o tej porze, kiedy natura przygotowała taki spektakl.

Przystanki nieplanowane

Podczas jednej z rowerowych wypraw zahaczyłem o zalew w Kamionce. Co prawda było już jakiś czas po wschodzie słońca, ale ku mojemu zdziwieniu nie było tam żywej duszy, mimo to czas wakacyjny.

Zrobiłem spokojną rundkę aby uwiecznić kilka słonecznych widoków. Pogoda dopisywała, a cisza i spokój sprawiły, że miejsce miało swój wyjątkowy klimat.

Po krótkim postoju wskoczyłem z powrotem na rower i ruszyłem dalej przed siebie. To te nieplanowane przystanki okazują się jednymi z najprzyjemniejszych momentów całej wycieczki.

Ostatni dzień upałów

Ubiegły tydzień. W ostatni dzień upałów po raz kolejny wybrałem się na rower, ale tym razem jeszcze przed świtem. Już o trzeciej w nocy było dwadzieścia stopni, ale w porównaniu z tym, co działo się w ciągu dnia, był to naprawdę przyjemny chłodek.

Jednym z moich przystanków były stawy widoczne na zdjęciach. Gdy tam dotarłem, słońce właśnie wschodziło, a na niebie pojawiły się piękne kolory poranka. Ich odbicie na spokojnej tafli wody tylko dopełniło ten wyjątkowy widok.

Mam plan

Wrócę jeszcze na chwilę wspomnieniami do niedzielnego wyjazdu na farmę wiatraków. To miejsce jest wyjątkowe nawet bez samych wiatraków. Z dala od zabudowań, dookoła tylko pola uprawne rozciągające się na pofałdowanym terenie.

To wszystko znajduje się na wzniesieniu, z którego rozpościera się piękny widok na okolicę. Są tu drogi asfaltowe, szutrowe i zwykłe polne. Można włóczyć się rowerem godzinami. Mam już nawet plan, żeby kiedyś załadować rower na bagażnik, podjechać pod wiatraki i przez cały poranek kręcić po tej okolicy.

To już ?!?

Czy mi się wydaje, czy właśnie minęła połowa roku? Przecież dopiero co czekaliśmy, aż stopnieją śniegi, zrobi się trochę cieplej, nadejdzie wiosna i świat znowu zacznie się zielenić. Mam wrażenie, że to było dosłownie chwilę temu.

A tu już końcówka czerwca. Za mną dziesiątki wschodów słońca, setki przejechanych kilometrów i mnóstwo chwil, które jeszcze niedawno wydawały się odległymi planami. Czas pędzi jak szalony i nic na to nie poradzimy.

A właściwie… jedno możemy. Korzystać z każdego dnia. Wstać wcześniej, pojechać tam, gdzie jeszcze nas nie było, zrobić zdjęcie, usiąść na chwilę nad wodą albo po prostu wyjść na spacer. Nie czekać na idealny moment, bo bardzo często okazuje się, że właśnie ten zwyczajny dzień był tym najlepszym.