Tyłek wykolebotant

Te długie, poranne cienie potrafią naprawdę czarować. Kilka kadrów z sobotniej przejażdżki.

Wpadła kolejna setka, tym razem ze sporą ilością szutrowych dróg. Tyłek trochę wykolebotany, ale karta pamięci zapełniona kilkunastoma zdjęciami i kilkudziesięcioma ujęciami do filmów. Czyli bilans zdecydowanie na plus. 

Teatr cieni

Co to światło i mgła potrafią zrobić… A takie spektakle zdarzają się tylko o świcie, kiedy słońce jest jeszcze nisko, a mgła snuje się tuż nad ziemią.

Spacerowałem leśną polaną, miejscami przykrytą delikatną mgiełką. Czekałem tylko, aż słońce wyłoni się zza drzew i rozpocznie swój spektakl. Zostało mi już tylko zająć miejsce na widowni i patrzeć, jak zwykła polana zamienia się w teatr cieni.

Łanie we mgle

W niedzielę zostawiłem rower w domu i wybrałem się do lasu. Mam tam taką fajną, rozległą polanę, na którą od dawna obiecywałem sobie przyjechać o poranku. Wczoraj w końcu się udało.

I co? Mimo że było ciepło i zupełnie nie zapowiadało się na mgłę, polanka była spowita białym mlekiem. A na samo dzień dobry, jeszcze przed wschodem słońca, wypatrzyłem w niej małe stadko łań. Zajadały się co lepszymi kąskami roślin, a ja, schowany za trawami, mogłem je spokojnie obserwować.

Jak to zazwyczaj bywa, obserwowałem do czasu. W końcu mnie zauważyły….

To dopiero sierpień

Czy w przyrodzie czuć już jesień? Niektórzy tak twierdzą. Ja jednak jestem z tych, którzy jesieni jeszcze nie czują. Czuję za to pełnię lata, bo przecież to właśnie sierpień jest najbardziej letnim miesiącem. A i we wrześniu potrafi być jeszcze całkiem po letniemu.

Oby więc piękna, słoneczna pogoda była dla nas łaskawa jak najdłużej. Na jesień mamy jeszcze czas.

Dożynki na dwóch kołach

Święto, nie święto, trzeba rano wstać, jak się później nie chce jeździć w upale. Tak myślałem, ale mimo że wyjechałem przed piątą, ostatnie kilometry kręciłem już w 30-stopniowym upale.

Ale wracając do początku trasy. Po godzinie dotarłem akurat na piękny wschód słońca nad zalewem w Kamionce. Odrobina mgieł i wyzierające zza drzew słońce zrobiły bardzo dobrą robotę.

Dopowiedziane

Coś szczególnego? Nie, nic takiego. Zwykłe polne drogi, jakieś drzewa, parę beli na polu…

A jednak te zdjęcia, jak dla mnie, mają coś w sobie. Co? Może wspomnienie tego, co bardzo lubię robić. I może nie tyle chodzi o samo fotografowanie, ale o bycie częścią tego wszystkiego. Przyrody, poranka, tej krótkiej, ulotnej chwili.

Niby jestem sam, a przecież dookoła mnóstwo życia. Słyszę poszczekiwanie saren, szum skrzydeł przelatujących chmar ptaków, z oddali klekot bociana, a w trawie pewnie odgłosy przebiegających gryzoni. Na zdjęciach tego nie widać, bo pokazują tylko mały wycinek mojego otoczenia. Ale patrząc na nie, można sobie dopowiedzieć, co działo się i mogło dziać dookoła.

Niby szybko, a wolno

Piąta dwadzieścia to już rozsądniejsza pora. To właśnie o tej godzinie jest teraz wschód słońca. Można i pospać, i jednocześnie korzystać z tej przepięknej pory dnia. Uczestniczyć w tym spektaklu natury. Niby codziennie to samo, a jednak za każdym razem coś innego.

A tu jakaś sarna, a tu coraz częściej spotykane stada ptaków. Być może szykują się do odlotu, nie wiem. A może spotykają się w zupełnie innym celu. To wszystko dzieje się tak szybko. Tak szybko mijaja te najpiękniejsze kilkadziesiąt minut poranka.

A potem, oglądając dziesiątki zdjęć, wydaje się, że trwało to wieczność. Tyle chwil zatrzymanych w kadrze…

Zaćmienie słońca | 12.08.2026

Miejscówka miała być spokojna i cicha, a na miejscu zastałem pielgrzymkę ludzi. I fajnie, że aż tyle osób zainteresowało się tym niezwykłym zjawiskiem, jakie miało miejsce dzisiejszego wieczora! Mowa oczywiście o częściowym zaćmieniu Słońca. Na dodatek spektakularnym, bo miało miejsce tuż nad horyzontem!

Kiedy już znalazłem wśród tych wszystkich ludzi miejsce do fotografowania, a miałem je upatrzone, bo chciałem złapać zaćmienie dokładnie nad tutejszymi Zakładami Magnezytowymi, oddalonymi o dokładnie 9,7 kilometra, okazało się, że… jako że rzadko używam lustrzanki, bateria była na wyczerpaniu! Ale może to i lepiej, bo nie napstrykałem setki zdjęć, tylko dosłownie kilka 🙂

Fajnie było po 27 latach znowu zobaczyć to zjawisko. Kolejne za 26 lat… i tego mogę już nie dożyć…

Wszystko działo się powoli

Tup, tup, krok za krokiem. Żeby tylko czegoś nie przegapić. Głowa w prawo, w lewo… co by tu sfotografować?

Główne skrzypce z pewnością grało niebo. Słońce niziutko nad horyzontem dosięgało jeszcze tu i ówdzie pól. Było gorąco jak na porę zachodu słońca. 30 stopni jak nic. Przyjemny wiaterek próbował rozgonić to gęste powietrze, aparat rwał się do pstrykania zdjęć, a bąki próbowały dobrać się do mojej skóry.

Cóż… niby dużo się działo, a jednak było spokojnie i cicho. Wszystko działo się powoli.

Dnia następnego

Wypatrzyłem sobie to miejsce dzień wcześniej, ale wtedy pogoda była zupełnie inna. Zachmurzenie, mgła, ogólnie klimat bardziej do siedzenia w domu niż do robienia zdjęć.

Następnego dnia prognozy zapowiadały bezchmurne niebo od rana i niską temperaturę. Zostawiłem tym razem rower w domu i poszedłemna własnych nogach. Pospacerować, pooglądać i oczywiście coś sfotografować.

Warunki nie zawiodły. Udało mi się złapać te pierwsze chwile po wschodzie słońca, z delikatnymi mgiełkami i od samego początku ostrym, porannym światłem. Brodząc w rosie, wdychając intensywne zapachy wilgotnego poranka i słuchając dobiegającego z oddali klangoru żurawi.