Lord Wader powraca w wersji mini.

Lord Wader powraca w wersji mini.

Coś brązowego, a było tego dużo, ruszało się w gęstej trawie na granicy łąki i lasu. Kiedy przykucnąłem, aby się przyjrzeć temu zjawisku, okazało się, że to cała gromada wtyków. Kilka kopulujących par i kilkanaście singli na powierzchni jednego metra kwadratowego.



– Ech, wszyscy dookoła myślą tylko o przedłużaniu gatunku, a ja marzę o miłości romantycznej, gdzie główną rolę gra uczucie, a nie tylko kopulacja i kopoulacja…. – skarżył się pewien pluskwiak spoglądając tęsknym wzrokiem w zachodzące słońce.

– Wszędzie nas teraz pełno – wystarczy się przespacerować po trawniku, a te małe pluskwiaki tylko odskakują na boki. Są malutkie i bardzo płochliwe.


Kolejny pluskwiak, którego ostatnio często widuję. Za względu na to, że jest cieniutki i podłużny jest trudny do zauważenia. Na dodatek lubi przesiadywać na roślinach podobnych do niego kolorem.

Na kogo jak na kogo, ale na pluskwiaki późnym latem zawsze można liczyć. To właśnie w tym okresie spotykam ich najwięcej. Ten siedział sobie na, jeśli się nie mylę, krwawniku.

– Żeby nie iśc do szkoły jestem w stanie zrobić wszystko. Mama kazała mi wziąć kąpiel, spróbuję ukryć się w pianie, może mnie nie zauważy i się uda…

– Tu się urodziłem i tu zamieszkam – obiecał odorek zieleniak z naszego ogrodu.

Niezawodnie mogę na nią liczyć co roku. Bezbłędnie nawija mi się przed obiektyw.

Ta paskuda prześladuje mnie co roku. Od kiedy fotografuję, spotykam go każdego sezonu. Urodą nie grzeszy… ma trochę za duży nos.
