Darownik przedziwny (Pisaura mirabilis)

Różne są marzenia. Jednym z moich było udane zdjęcie pająka trzymającego kokon między nogami. Wiedziałem, że taki zwyczaj ma na pewno darownik przedziwny (Pisaura mirabilis). Widziałem wiele zdjęć, sam spotykałem tego pająka z kokonem, ale nigdy nie udało się zrobić zadowalającego zdjęcia.

Aż do wczoraj. Zauważyłem go u siebie w ogródku. Byłem przekonany, że szybko ucieknie, jak to ma w zwyczaju. Ale nie! Nie tym razem. Mało tego, nieproszony elegancko wyszedł wyżej z liści liliowca i jakby specjalnie ustawił się do zdjęcia.

Darownik przedziwny (Pisaura mirabilis)
Darownik przedziwny (Pisaura mirabilis)

Wieź mnie w pola

Mówię do pierwszej żony, wieź mnie w pola, trzeba po ponad dwóch tygodniach zobaczyć, co w trawie piszczy. A konkretnie, co na niebie wieczorem się dzieje. Bez statywu, bo rąk za mało, ale co tam. Lepsze zdjęcie z ręki, niż żadne.

Natura mogła mnie lepiej powitać po długiej nieobecności, ale cieszę się i z tych nielicznych kolorów na niebie, które mogłem podziwiać.

Co na niebie to i w wodzie

Wrześniowy poranek dwa lata temu. We wrześniu świt jest już trochę później, więc wstaje się łatwiej. Obieram kierunek na pobliską żwirownię. Lubię fotografować nad wodą, ale tych akwenów w najbliższej okolicy jest dość mało. Uwielbiam, kiedy to samo co na niebie, dzieje się też w wodzie.

Biała tęcza i poranne mgły

Jest początek czerwca, dwa lata temu. Pewnie weekend, skoro mogę rano pojechać na zdjęcia. Kilknaście kilometrów od domu zastaję cudownie mgliste krajobrazy i po raz kolejny mam okazję podziwiać białą tęczę, która powstaje na wiszących w powietrzu drobinkach wilgoci. Oczywiście do tego potrzebne jest też prześwitujące niskie słońce. Widok tak wspaniały i niesamowity, że każdemu z Was życzę zobaczyć to na żywo.

W oddali tabuny mgły tworzą istną zasłonę na dalsze plany krajobrazu, a wyłaniające się w oddali białe kropki, to owiniete folią bele.

Nie usiedzę na dupie

To pewnie ostatni z serii wpisów ze zdjęciami makro. Od jutra mam zamiar jedą ręką wrócić do pracy, więc nie będzie czasu na grzebanie w starych zdjęciach. Mam jadnak nadzieję, że lada dzień chwycę za aparat i porposzę pierwszą żonę, żeby wywiozła mnie w pola. Rower na razie zastąpię spacerami z aparatem, bo dłużej już na dupie nie usiedzę.

Omomiłki (Cantharis) lubią przesiadywać na czubkach traw i bujać tam na wietrze. Mają jednak to do siebie, że jeśli zbliżyć się do nich z aparatem, w momencie odlatują. Ten tu zapomniał odlecieć i ma fotkę.

Plusknia jagodziak (Dolycoris baccarum). Tak, tak, to ten śmierdzący pluskwiak. Kiedy czuje się zagrożony wydziela nieprzyjemną w zapachu i smaku substancję. Pewnie wiele z Was miało okazję poczuć, a niektórzy i posmakować, bleee.

Najczęściej spotykałem je schowane do skorupki, ale ten biegał sobie któregoś ranka po liliach.

Najbardziej to lubię spotkać parę owadów. Wtedy dobrze widać różnicę między samicą i samcem. A że jak para, to pewnie podczas kupulacji, to już nie moja wina…

Gałązka na komary

Dwunastego czerwca, ale ubiegłego roku na jednej z moich ulubionych miejscówek trafiłem na piękne wieczorne światło i sporo kopek siana. To wszystko w połączeniu z okazałymi starymi wierzbami zrobiło konkretny klimat.

Chciałoby się tam rozłożyć na jednym ze stogów i czekać na zachód słońca wdychając zapach siana i chłonąc ostatnie promienie słońca. W ręce koniecznie gałązka do odstraszania komarów…

Z łąki

Piórolotek pięciopiór (Pterophorus pentadactyla) uciekał przede mną dobrych kilka minut. W końcu, jak zasiadł, tak czekał cierpliwie, aż mu zrobię fotę.

Malutkie pluskwiaki musiały się wykluć już chwilę temu, bo były sporo większe od jajek, z których wyszły. Mimo wszystko kilka z nich do tej pory nie opuściło miejsca narodzin.

Uroczy pająk z rodziny skakunowtych. Jego oczy hipnotyzują 😉

Komara nikt nie lubi i mu się nawet nie przygląda. No fakt, piękny, to on nie jest.

Chmury się porozchodziły

Jak to się stało, że tych fotek nigdy nie pokazałem? Sam nie wiem. Zrobiłem je pod koniec września ubiegłego roku. Pamiętam, że był to wieczór a dzień był generalnie burzowy. Na koniec dnia chmry niespodziewanie zaczęły się rozchodzić i mogłem podziwiać ten cudowny spektakl natury.

Zbieranina

Kiedy udaje się sfotografować takie makro scenki, to aż człowiekowi chce się dalej podglądać ten cudowny świat niedostrzegany na codzień. Poniżej kolejna porcja zdjęć, które odleżały swoje na dysku, a teraz jest pora, aby zobaczyły światło dzienne 😉

Trzy lata temu spotkałem modliszkę. Od tej pory nigdy więcej, choć często się za nimi rozglądałem. No cóż, w mojej okolicy to pewnie rzadki okaz. A ta tu koniecznie chciała się ze mną bliżej zapoznać. Pomacać, powąchcać i być może posmakować…

Modliszka zwyczajna (Mantis religiosa)

Pszczoła miodna (Apis mellifera) zbiarająca pyłek z mojego wiciokrzewu w ogrodzie. Pamiętam, że sfotografowanie jej w locie nie było łatwym zadaniem. Na setki zdjęć może kilka wyszło w miarę.

Pszczoła miodna (Apis mellifera)

Mrówka leśna z rodzaju Formica, tak przynajmniej sądzę, próbująca oderwać mały kawałem z małego patyczka. Pewnie potrzebowała go do budowy gniazda.

Trzmiele uwielbiają ogrodową naparstnicę. Można je tam spotkać, ale ciężko sfotografować, kiedy wchodzą do środka. Już łatwiej chyba uwiecznić go w locie 😉

Na pamiątkę

Czyż takie zwykłe polne obrazki nie mają czegoś w sobie? Dla mnie, zwłaszcza teraz, mają one wymiar sentmentalny. Wspominam te spacery po okolicy z apratem dyndającym u szyi. Zapach suszącego się siana, kwitnących krzewów. Odgłosy ptaków w pobliskich krzakach. Delikatny chłodzący wiaterek w upalny wieczór. Bez specjalnego szukania kadrów. Zawsze jednak coś wpadło w oko. Na pamiątkę.