Chwilę to zeszło

Po dwóch dniach deszczu mogłem w końcu w czwartek wybrać się na rower. Warunki nadal nie były rewelacyjne, bo pod wieczór zrobiło się 13 °C. Zmarzłem jak diabli, kiedy zgrzany zatrzymałem się by fotografować zachód słońca.

Było już dośc ciemno, więc musiałem aparat jakoś ustawić na siodełku roweru, aby nie windować czułości i generować niepotrzebnego szumu na matrycy aparatu. To chwilę zeszło, ale i miejscówka fajna i zachód niekiepski 😉

Zapomniane bele

Zaraz będą nowe, a jeszcze stare leżą od ubiegłego roku. Biedne zapomniane bele. A może nie takie biedne, bo oto zyskują popularność jako pierwszy plan moich fotek pewnego cudownego lipcowego wieczoru.

Widziałem je już dawno z przeciwległej górki i właśnie nadszedł ten dzień, kiedy specjalnie pojechałem w to miejsce, aby wykorzystać je na swoich zdjęciach.

Radość czerpana

Kilka dni temu, bodajże w weeknd trafiłem na bardzo przyjemne warunki do jazdy rowerem i fotografowania. Nieco białych obłoczków, przyjemne ciepło i te leniwe polne dróżki. Mimo, że jeżdżę po okolicy z przerwami już od dawna, to ciągle odkrywam jakieś odcinki, gdzie nigdy nie byłem. Wszystkie niby wyglądają podobnie do siebie, ale to nie o to chodzi. Chodzi o radość czerpaną z przebywania sam na sam z przyrodą. Jej zapachami i dźwiękami.

Punkt kulminacyjny

Obserowałem tę chmurkę już od jakiegoś czasu. Zastanawiałem się tylko, czy gdy zajdzie za nią słońce pokażą się efektowne promienie. Jechałem sobie powolutku rowerem i czekałem. Znalazłem się w okolicy kościoła w jednej z sąsiednich wiosek, kiedy nastąpił punkt kulimacyjny widowiska.

Pola słoneczników

O jak takie drobnostki potrafią mnie ucieszyć. Podczas niedzielnej przejażdżki rowerowej trafiłem na kilka pól słoneczników. Wiele z nich było jeszcze co prawda nie rozkwitniętych, ale za kilka, może kilkanaście dni koniecznie muszę tam wrócić!

Marzyć można

Temat oklepany, ale mnie niezmiennie interesują widoki z belami w roli głównej. Nie ma snopków i stogów ze słomą to pozostaje mi fascynować się tymi olbrzymimi walcami zbitej słomy. I pewnie w najbliższym czasie te tematy będa się tu pojawiać, bo ruszyły żniwa.

Kombajny, bele, traktory, a może w końcu dopisze mi szczeście i uda się znaleźć prawdziwe snopy ułożone w stogi… Marzyć zawsze można 😉

Mam fajnie

Odnoszę wrażenie, że przypadki rządzą światem. Bo po raz pierwszy wybrałem się gdzieś nieco dalej rowerem po długiej przerwie i od razu trafiłem na tak niesamowite widoki. Tym razem zaskoczyło mnie niebo. Jedna niepozorna chmura i słońce stworzyły przede mną pokaz promieni, które spowodowały u mnie mega radość. W sumie to fajnie mam, że tak nieporne rzeczy potrafią mnie cieszyć 😀

Zaczął się weekend

Przy fotografowaniu z roweru nie ma wielkiej filozofii. Jedziesz, zwracasz na coś uwagę i pstrykasz fotkę. Może to być nietypowa sytuacja, pracujący w polu ludzie, maszyny, urokliwe polne dróżki, drzewa, czy kapliczki. I oczywiście zjawiska na niebie. Wieczorne albo poranne słońce chowające się za obłoczki.

Tu niepotrzebny jest statyw, ani super sprzęt. Liczy się złapanie tej jednej jedynej niepowtarzalnej chwili, której nie bylibyśmy zobaczyć siedząc w domu. A weekend właśnie się zaczął! 😉

Uwielbiam

Padało praktycznie cały dzień. Były burze i zwykłe opady. Chwilkę wcześniej front przeszedł. Chwilkę wcześniej na niebie była okazała tęcza. Kiedy już skończyłem ją podziwiać zerknąłem w kierunku zachodnim.

To tam panowało teraz niesamowite światło. Takie jakie potrafi być tylko po długotrwałych opadach deszczu, ale tylko chwilkę po tym jak nagle się rozpogodzi i ciepło słońca spowoduje parowanie nasiąkniętej wodą okolicy. Uwielbiam.