Co za zrządzenie losu, że akurat w poniedziałek zaplanowałem urlop. I że skoro świt wyjechałem w rowerową trasę. Przepiękne mgliste krajobrazy towarzyszyły mi przez pierwsze godziny jazdy.



Co za zrządzenie losu, że akurat w poniedziałek zaplanowałem urlop. I że skoro świt wyjechałem w rowerową trasę. Przepiękne mgliste krajobrazy towarzyszyły mi przez pierwsze godziny jazdy.



Biała tęcza, a co to takiego? To zjawisko optyczne i meteorologiczne, obserwowane jako białe lub lekko zabarwione łuki na tle mgły. Warunkiem powstania białej tęczy jest oświetlenie obszaru mgły równoległymi promieniami słonecznymi, przez co od strony słońca nie może być mgły, a mgła musi wystąpić naprzeciw słońca. Tęczę można zaobserwować najczęściej rano.



Jak to dobrze, że wybrałem właśnie tę drogę. Celowałem z czasem tak, aby być w tym miejscu mniej więcej w okolicy wschodu słońca. Snuły się delikatne mgiełki, a niebo pocięte delikatnymi chmurkami zaświeciło na żółto.
Ale widok, który mnie zastrzelił, ukazał się dopiero za chwilę. Ogromna kula słońca wznosząca się za oddalonym o kilkaset metrów lasem. Widok, który sprawił, że ręce drżały, a potrzebne były do zrobienia zdjęcia teleobiektywem! Udało się, zdążyłem i fajnie, bo lubię kulki 😉




W sobotę po raz kolejny miał być srogi upał. Postanowiłem wyjechać na rower jak najwcześniej rano, aby choć część trasy przejechać w przyjemnym chłodku.



Nigdy nie próbujcie tego w ten sposób robić. Nie przez boczną szybę i nie z pędzącego auta. No i nie telefonem! Trzeba bezlustro, statyw, wężyk spustowy i kilka minut, żeby wszystko poustawiać!
Żartuję sobie trochę, bo sam do niedawna i nadal czasami fotografuję lustrzanką i ze statywu. Ale o wiele więcej przyjemności sprawia mi wyciągnięcie w każdej chwili smartfona i spontaniczne pstryknięcie zdjęcia! Chcąc realizować swoją pasję jeżdżenia rowerem i jednocześnie fotografowania trzeba było w końcu pójść na kompromis.
Może jakość fotografii nie jest ‚prima sort’, ale do niektórych zdjęć nawet nie muszę się zatrzymywać i zsiadać z roweru! 😉

Kolejny rowerowy poranek i kolejne zdjęcia. Tym razem tematy kolejowe. Akurat tam znalazłem się podczas wschodu słońca i akurat mimo wczesnej pory nadjechał pociąg, urozmaicając mi kadr.




Kiedy wyglądnąłem przez okno, już żałowałem że tego dnia jadę do pracy, a nie na rower. Cudowne światło i miejscami ścielące się mgły. Po drodze musiałem przystanąć w kilku miejscach oraz wstąpić pod akacje, żeby uwiecznić ten poranek.




Najlepszy czas na poranne zdjęcia według mnie trwa od sierpnia aż dokąd nie opadną ostatnie liście na drzewach. Widok porannych mgieł mobilizuje do wstawania. Ale też i bez mgieł warto wsiąść na rower i przejechac się w rześkim powietrzu. Przez pierwszą godzinę, dwie, poranne słońce najzwyklejsze krajobrazy zamienia w niezwykłe pejzaże.




Dawniej jeździłem rowerem dla samego jeżdżenia. Najpierw, by z rzucić kilka nadprogramowych kilogramów. Potem dla ruchu, dla zdrowia. Teraz również jeżdżę owszem dla sportu, ale nieodłącznym elementem wybranych wypraw rowerowych jest fotografowanie. Nie na siłę. Czekając pokornie, co przyniesie mi los.




Zupełnie nieznane mi miejsce. Nawet nie wiem, jaka to miejscowość. Po prostu jechałem sobie w jedną z moich wypraw i nagle po wyjechaniu z lasu trafiłem na ten fascynujący widok. Morze mgieł i słońce, które lada chwila mogło się zza nich wyłonić. Na to jednak nie czekałem. Pojechałem dalej, aby odebrać to co przyniosą mi kolejne kilometry.


