Drzewa samotne

W sobotni poranek wsiadłem na rower o świcie, a na tapet poszły między innymi zdjęcia samotnych drzew, które spotkałem po drodze. Takie chwile to czysta magia – poranne światło, które powoli wlewa się w każdy zakamarek, roztacza ciepłą, złotą poświatę, oświetlając świat delikatnymi barwami. Rosa pokrywa trawę, a powietrze jest rześkie i świeże, wręcz orzeźwiające.

Niskie słońce maluje długie cienie na ziemi, tworząc niesamowity klimat. Drzewa, stojące samotnie wśród łąk, na polach, przy drogach, wyglądają jak pomniki ciszy i spokoju. Każdy z tych widoków to chwila, która zatrzymuje czas, gdy świat budzi się do życia, a ja jestem tam, by to wszystko uchwycić.

Wiatrak w Różance o świcie

W sobotę o świcie gorąca nie było, ale dobre i te 3-4 stopnie. Po prostu trzeba było jechać dwa razy szybciej niż normalnie, aby było cieplej. Udałem się w stronę wiatraka w Różance. Byłem tam kilka dni temu i postanowiłem, że muszę wrócić tam o poranku.

Dotarłem na miejsce, a tam – cisza jak makiem zasiał. Nawet koguty jeszcze nie piały, jakby cały świat spał. Tylko odgłos kół roweru i śpiew ptaków przerywał tę spokojną poranną atmosferę. Rosa na trawie, gdzie niegdzie mgła unosząca się nad łąkami, wszystko to tworzyło magię wczesnego poranka. Takie chwile sprawiają, że warto wstać przed świtem, choćby i po to, by poczuć tę wyjątkową atmosferę. W końcu wiatrak w Różance, przy takim spokoju, wyglądał jak z bajki.

Cuda o poranku

Takie mgliste poranki mogłyby zdarzać się częściej. Gdzie się nie obejrzę, tam gotowy kadr na zdjęcie. Nie inaczej było pewnego ranka w mijającym tygodniu – mgły snuły się leniwie nad polami, światło było miękkie i klimatyczne, a ja już wiedziałem, że to będzie udany fotograficznie poranek.

Jedyny problem? Czas. Bo choć w głowie miałem kilka miejsc, do których warto byłoby zajrzeć, to zegarek brutalnie przypominał, że praca sama się nie zacznie. Ale co tam, parę minut na szybkie kadry musiało się znaleźć – takie warunki nie zdarzają się codziennie!

Mgieł i brak drugiego śniadania

Wtorkowy poranek. Budzę się przedwcześnie. Przeciągam się, zerkam przez okno… i momentalnie dochodzę do siebie. Mgieły!

Nie zabieram ze sobą nawet drugiego śniadania, ale zamiast tego biorę aparat, wskakuję do auta i pruję w plener. Po drodze do pracy muszę zaliczyć jeszcze na szybko kilka miejscówek.

Oniemiewam. Mgły snujące się leniwie nad polami, niziutkie słońce dające cudne, miękkie światło, cisza i ziąb – ale taki przyjemny. Wspaniałe warunki, cieszę się jak dziecko w Legolandzie, a może i bardziej.

Las, cisza i Witek na stanowisku

Są takie chwile, dla których warto wstać zanim świat się obudzi. Kiedy większość ludzi przewraca się na drugi bok, ja już spaceruję po lesie, a światło robi wszystko, żebym nie żałował decyzji o wyjściu z ciepłego łóżka.

Kilka dni temu był taki właśnie poranek. Mgła snuła się leniwie między drzewami, słońce przebijało przez gałęzie, jak reflektory w starym zadymionym pubie. W powietrzu unosiła się obietnica czegoś wyjątkowego. Spokój, cisza i pierwszy świergot ptaków – jakby dyrygent właśnie uniósł batutę i miał zaraz rozpocząć koncert.

I na to wszystko nadchodzi Witek, jak zawsze na stanowisku, gotowy uchwycić ten spektakl w kadrze.

Szron, mgiełka i akacje – poranna magia!

Niedziela. Trzeci raz z rzędu wstawiam zdjęcia z tego samego poranka. Tak, dobrze widzicie, znowu akacje. Ale narobiłem tyle tych zdjęć, że nie mam serca ich po prostu usunąć! Jakbym miał nie pokazać wam tego niesamowitego nieba w kolorach różowo-czerwono-pomarańczowych, to byłby grzech i to ciężki!

W powietrzu ta lekka, prawie eteryczna mgiełka, jakby chmurki były zaproszeniem do tańca, a szron na trawie – bajkowym dodatkiem do całego spektaklu.

Chciałem napisać, że dźwięki poranka były jak najdelikatniejszy koncert skrzypiec, ale było tak cicho, że jedynie odgłos moich kroków na lodowatej ziemi mącił tę magiczną ciszę.

Słońce XXL – edycja poranna

W pamiętny niedzielny poranek najlepsze rzeczy działy się pod akacjami punktualnie o wschodzie słońca. No, może nie do końca pod akacjami, bo ja stałem z aparatem jakieś 400 metrów od nich. I właśnie przez tą odległość i użycie teleobiektywu powstał efekt dużego słońca!

Wiedziałem, że rano pojawią się mgły, a dzięki nim słońce nie będzie aż tak ostre. I faktycznie – ukazało się jako piękna, żółciutka kulka, z którą matryca mojego aparatu poradziła sobie bez najmniejszego problemu.

Stałem na tym polu i niecierpliwie czekałem na spektakl. Palce mi lekko kostniały, ale kto by się tym przejmował, kiedy przed oczami rozgrywa się spektakl warty każdej minuty wczesnej pobudki. W myślach odliczałem: jeszcze chwila, jeszcze moment, aż kula znajdzie się dokładnie tam, gdzie chciałem. Kilka kroków prawo, potem kilkanaście w lewo, następnie sprint zboczem w dół pola. Tak właśnie, nie inaczej powstawały poniższe fotki 🙂

Poranne dylematy i akacjowe objawienie

Niedziela, godzina piąta rano. Budzę się i przez pięć minut toczę heroiczną walkę wewnętrzną: przewrócić się na drugi bok i spać dalej, czy jednak zebrać się na zdjęcia? Argumenty „jest ciemno”, „jest zimno” i „jest niedziela” są bardzo przekonujące, ale nagle włącza się wewnętrzny głos fotografa: „A jak przegapisz najlepszy wschód słońca sezonu?”. No i klops – nie ma odwrotu, trzeba jechać.

Przeczucie nie zawiodło – na niebie trwa prawdziwy spektakl barw. Pomarańcze, żółcie, wszystko co trzeba, żeby o piątej rano człowiek poczuł, że warto było wstać. I do tego jeszcze ten subtelny słup słoneczny, który pojawił się dosłownie na kilkadziesiąt sekund.

Fotki zrobiłem już po wschodzie słońca, a co działo się wcześniej? O tym już jutro, nie przegapcie! 🙂