Może pogoda nie była idealna do zdjęć. Do roweru jednak najidealniejsza. Nie wiało, nie świeciło mocno słońce, a na polnych drogach było sucho. Wybrałem się zatem w jedno z ulubionych zdjęć z pofalowanymi paczłorkami pól.




Może pogoda nie była idealna do zdjęć. Do roweru jednak najidealniejsza. Nie wiało, nie świeciło mocno słońce, a na polnych drogach było sucho. Wybrałem się zatem w jedno z ulubionych zdjęć z pofalowanymi paczłorkami pól.




Dynamicznie na niebie. I kawałek tęczy się załapał na wszystkich zdjęciach. W różnych okolicznościach przyrody. Tęcza „wisiała” na niebie przynajmniej z godzinę, a może i dłużej. To jeden z majowych jeszcze wieczorów.




Lubię rano. Choć się nie chce. Bo zimno i chce się spać. Jeśli jednak uda mi się zmobilizować, nigdy potem nie żałuję.




Kapliczki i kościóły jakoś wpadają mi w oko. I w obiektyw. Zawsze z chęcią zatrzymam się, zsiądę z roweru, wyciągnę aparat i zrobię fotkę. Najbardziej przy tych starych. Z klimatem.




Miałem pojechać rano, równo ze wschodem, ale gdy zobaczyłem tylko siedem stopni na termometrze, to się nie odważyłem. Poczekałem do siódmej i dopiero wtedy wsiadłem na rower, aby szurnąć kolejną setkę.
Tym razem pojechałem na południowy zachód, gdzie nie brakuje górek, ale i pięknych widoków. Z rzadka sięgałem po aparat, ale jednak kilka pamiątkowych fotek wpadło.





Zawsze uważnie śledzę radary pogodowe, zanim wyjadę na rower i według mnie nie powinno było padać. Po jakimś czasie zaczęły jednak zbierać się ciemne chmury. Zawróciłem w stronę domu, ale ich widok tak mnie fascynował, że co raz zatrzymywałem się, by robić zdjęcia.
A burza była coraz bliżej. Pewnie to nierozsądne, ale coś mnie tam trzymało i kazało podziwiać i fotografować. Udało się i zrobić fotki i przemoczyć ciuchy. Ale tylko trochę 😉




W dolinach mgły. Na pagórkach czysto, ale pochmurno. Pierwsze promienie słońca zobaczyłem dopiero po kilkudziesięciu kilometrach rowerem, kiedy chmury się rozeszły, a mgła zaczęła rozpraszać.
To zdecydowanie najpiękniejszy moment pamiętnego poranka. Bo potem złapał mnie deszcz, a ja w popłochu szukałem jakiegoś dachu. Udało się, ale na szczęście deszcz nie trwał długo i reszta wyprawy minęła w ciepłym słoneczku.




Muszę się dziś czymś pochwalić. Otóż wczoraj minęło dokładnie 14 lat, od kiedy prowadzę bloga! W tym czasie wpadło 4 312 wpisów z 12 000 zdjęć!
A tymczasem dziś kolejne zdjęcia z mglistego i wilgotnego poranka po deszczowej nocy.




Sobota, godzina trzecia czterdzieści pięć nad ranem. Dzwoni budzik, otwieram jedno oko i od razu je zamykam z powrotem. Po chwili jednak przypominam sobie, że to nie do pracy a na rower trzeba wstać.
To zupełnie inna sprawa, z chęcią zrywam się z łóżka i godzinkę później podziwiam ten cudowny widok wschodzącego słońca nad rozległą doliną spowitą mgłami. A to dopiero początek fajnych widoków.




W moich stronach już raczej po makach. Na trzech miejscówkach, gdzie były całe pola tych czerwonych kwiatów, nie pozostał po nich ślad. Jak szybko i znienacka się pojawiły, tak szybko zniknęły. Jak to maki.



