Ze świtu

Czekałem na taki dzień od dawna. Jesień, długo utrzymująca się mgła, ale też od czasu do czasu prześwitujące słońce. Tak było w ubiegły wtorek i tylko temperatura mi średnio pasowała, bo przez pierwszą godzinę jazdy było na minusie, a i potem niewiele cieplej.

Podczas sześćdziesięciokilometrowej trasy przez las warunki były cudowne. Rozpraszająca światło mgła malowała światłem, jak doświadczony malarz. Z entuzjazmem odkrywałem coraz to nowe miejsca z coraz to bardziej zaskakującym światłem. Przywiozłem dziesiątki zdjęć, a dziś te z samego świtu.

Wschód Księżyca | 16.10.2024

Wracałem z przejażdżki rowerowej i szczęśliwy traf chciał, że w sakwie miałem aparat z teleobiektywem. Czemu? Bo księżyc właśnie niedawno wzeszedł i wisiał tuż nad horyzontem. I to niedaleko naszego 33-metrowego krzyża milenijnego.

Wiedziałem, że jak podjadę jeszcze z kilkaset metrów, to jest szansa, że znajdzie się on dokładnie za krzyżem. Łatwo nie było, bo krzaki i domy, ale udało się!

Odwrót

Drzewo zobaczyłem z dosyć daleka. Majaczyło gdzieś tam na górce. Postanowiłem za wszelką cenę do niego dojechać. To było jedyne jesienne drzewo w okolicy, jakie do tej pory spotkałem! Musiałem je mieć na zdjęciu.

Na szczęście dojazd rowerem nie okazał się aż tak zły. Kilkaset metrów pod solidną górę, a potem kolejne kilkaset polną drogę i łąką. Obfotografowałem je ze wszystkich stron, pozachwycałem się widokiem i odwrót.