Bagna wciągają

Dziś zamiast roweru wybrałem się na spacer po lesie. To nie był najlepszy pomysł choćby ze względu na komary. Poza tym zaaferowany klimatem wszedłem na jakieś mokradła i potem nie mogłem się z nich wydostać.

Szukałem w amoku drogi powrotnej i na szczęście mnie nie wciągnęły, choć łatwo nie było. Bo komary wcale nie pomagały. Ratowała mnie przed nimi gałązka, którą musiałem nieustannie machać, a i tak mam kilka pamiątek w postaci bolesnych i swędzących bąbli.

Z tego wszystkiego zrobiłem tylko jedno zdjęcie. Zdjęcie kapliczki, którą ni stąd, ni zowąd znalazłem w środku lasu.

Po majówce

I nieuchronnie nadszedł koniec majówki. Dla mnie to było sześć dni wolnych od pracy i od wszystkiego. Moim postanowieniem było codziennie jeździć rowerem, ale niezbyt długie dystanse, aby się nie wypompować za szybko.

Udało się i wpadło równe trzysta kilometrów. Głównie na odkrywaniu najbardziej nieoczywistych miejscówek w bliższej i raz dalszej okolicy. Zdjęciowo tak sobie, bo szczerze mówiąc, nawet nie chciało mi się sięgać po aparat.

Przy okazji

Aktualnie mam tak, że jeżdżenie, spacerowanie i generalnie spędzanie czasu na łonie natury, jest dla mnie ważniejsze niż samo fotografowanie. Nie szukam już idealnego światła do fotografii. Opuszczam wschody i zachody słońca. Czas wolę poświęcić na jazdę i zwiedzanie największych zakamarków mojej okolicy. Owszem dokumentuję na fotografiach, ale to tak zupełnie przy okazji.

Błądzenie

Jeździłem dla sportu, jeździłem dla wyników, jeździłem asfaltem, zjeżdżałem na szutry i do lasu. Teraz wybieram czasami polne drogi, których nie ma na mapach. Widzę drogę lub coś, co jest do drogi podobne i sprawdzam, dokąd prowadzi.

Nieraz kończy się niespodziewanie, nieraz prowadzi w miejsca, do których normalnie nigdy bym nie trafił. Nieraz muszę prowadzić rower miedzami, nieużytkami i przez krzaki. No ale co zrobić, jak to teraz lubię… 🙂