Zajęty był zlizywaniem czegoś z kłosa pszenicy.

Kiedy zbliżyłem do niego obiektyw, spojrzał weń groźnym wzrokiem…

A potem odleciał, ale tego już nie uwieczniłem.


Zajęty był zlizywaniem czegoś z kłosa pszenicy.

Kiedy zbliżyłem do niego obiektyw, spojrzał weń groźnym wzrokiem…

A potem odleciał, ale tego już nie uwieczniłem.


Nie zagrzewały miejsca na zbyt długo. Podlatywały…

Spijały z lawendy, co trzeba…

…i odlatywały na następny kwiat.



Daleko nie musiałem szukać, przyleciał do ogrodu i hasał po okolicznych roślinach. A potem odleciał i tyle go widzieli…

– No nie mogę, co się złapię jakiejś liny, żeby się wspiąć do nieba, to ta po jakimś czasie się kończy za wcześnie – narzekał miniaturowy słonik.

Kolejny raz udało mi się znaleźć pasikonikowatego z rodziny Tettigoniidae podczas wylinki. Niestety znów trafiłem na ostatnie stadium. Już tylko dupka została we wdzianku.

Chwilkę później wyśliznął się cały i…

…zaczął swoją powolną wędrówkę po trawach.



– Żadne azjatki mi się po moim drzewie plątać nie będą! Ja tu rządzę i basta – odgrażała się pomarańczowa biedronka Vibidia duodecimguttata.

Wtulił się w polną trawę i siedział nieruchomo. Może mu było zimno, może odpoczywał, a najprawdopodobniej jeszcze spał, bo pora była wczesna.


Czerwona peleryna, czerwone pantalony, oto mój styl. Trzeba się czymś wyróżniać wśród chrząszczy, jak się ma małą główkę… – skarżył się chrząszcz z rodziny Attelabidae spotkany na polnym krzaku.

Słonie co prawda żyją w Afryce, ale i na rodzimym podwórku spotykamy ich miniaturki, na dodatek dużo ciekawiej ubarwione. to chyba barwy godowe, chociaż tym osobnikiem żadna partia się nie zainteresowała…

Nie wiem czemu, ale ten chrząszcz skojarzył mi się z panem Jacykowem. Podkręcony wąs i wydłużone, pomalowane rzęsy. To chyba jego styl…

