Kilkanaście dni temu trafiłem na inwazję tych chrząszczy. Na nieużytku, który eksplorowałem było ich dziesiątki, a wiele z nich zajętych było kopulacją. Coś chyba się im pomyliło, bo to przecież jesień niedługo…

Zmięk żółty (Rhagonycha fulva)
Kilkanaście dni temu trafiłem na inwazję tych chrząszczy. Na nieużytku, który eksplorowałem było ich dziesiątki, a wiele z nich zajętych było kopulacją. Coś chyba się im pomyliło, bo to przecież jesień niedługo…

Kiedy zobaczyłem go z daleka, spodziewałem się u niego długiego ryjka. A tu taka niespodzianka. Miał krótki, a gruby kinol.


To co przytrafiło się tym omomiłkom woła o pomstę do nieba. Nieświadome zbliżającemu się niebezpieczeństwu, oddawały się cielesnym uciechom w gęstej trawie. Wygłodniały bokochód o kamiennym sercu zaatakował jednego z nich. Drugi najprawdopodobniej nawet nie wiedział, że ten pierwszy już nie żyje…

To był jeden z tych razów, kiedy na łeb, na szyję gonię po aparat. Na jednym z krzaczków w ogrodzie zauważyłem tego dosyć dużego chrząszcza i nie zastanawiając się pobiegłem do domu po aparat.


Dzisiaj fotografie bliskiego krewniaka wczorajszego akrobaty. Tym razem w innych okolicznościach przyrody. Ten z kolei wyglądał mi na zawadiakę. Co prawda siedział spokojnie w jednym miejscu, ale zadziornie podnosił głowę. Zdawał się mówić: Coś ci nie pasuje?!?


Niedawno miałem okazję podziwiać chrząszcza, który próbował nauczyć się chodzić na szczudłach. Nauka szła mu tak sobie i po pewnym czasie stwierdził, że jednak pozostanie przy klasycznej wspinaczce.




Jakiś czas temu pokazywałem Wam Skrzypionkę zbożową. Obiecałem też, że poszukam ich larw. I chyba mi się to udało.

– Rozglądam się dookoła i odnoszę wrażenie, że nie do końca ubiór dopasowałem do otoczenia – w zacienionym miejscu wydaje się, że jest zupełnie czarny. Z bliższa robi się granatowy.

W starej drewnianej beczce rosną sobie między innymi wrzosy. To na ich świeżych przyrostach zauważyłem tego stwora. Pamiętałem jego nazwę, ale jakoś mi nie może do głowy przyjść, na pewno coś związane z myszą…

W ciągu ostatniego tygodnia spotykam ich dość często. Na skraju łanu pszenicy siedzą na co drugiej roślinie. Są niewielkich rozmiarów, może około jednego centymetra, więc trudne do sfotografowania, ale z drugiej strony cierpliwe i spokojne, co fotografowanie ułatwia 😉


