Szczególny sentyment

Nieważne czy rowerem, czy na własnych nogach. Nieważne, czy po lesie czy po polach. Ja muszę być ciągle w ruchu. Nie usiedzę w domu. Mogę sobie na to pozwolić, aby dużo czasu poświęcać swoim zainteresowaniom. I póki mogę, gdyż zdaję sobie sprawę, że nie zawsze tak będzie, bo i nie zawsze tak było, będę to robił jak najczęściej.

Poniżej kilka opwiastek z lasu. O sarnach, które ćwiczyły skoki przez rów, o żurawiach odlatujących do cieplejszych krajów. O zwykłej leśnej polanie, jakich wiele, skąpanej w świetle, jakie mamy tylko poranku. I o brzozach, których biel kory zawsze rzuca mi się w oczy i które darzę szczególnym sentymentem.

To co się kocha

Był czas, że mi się trochę czas poprzestwiał, szedłem spać z kurami, a o piątej byłem wyspany. Czemu by tego nie wykorzystać i przed pracą nie skoczyć na króciótki spacerek o wschodzie słońca.

Nigdy nie będzie mi za wiele tych pięknych widoków, kiedy budzi się dzień. Tej nutki niepewności co czeka mnie za chwilę, kiedy jeszcze jest ciemno. Czy niebo zapłonie kolorami, czy kolory będą raczej przygaszone. Ale to dla mnie nieistotne, najważniejsze aby miło spędzić czas na robieniu tego, co się kocha.

A tym razem dostałem od natury super nagrodę – oglądałem żółciutką kulę słońca wschodząca dokładnie za naszym krzyżem milenijnym.

Jawa czy sen

Tego nie da się dotknąć. Nie da pomacać, powąchać, poczuć. To można tylko zobaczyć. To mgła w połączeniu z promieniami słonecznymi potrafią tworzyć takie hologramy. Widok niby normalny, ale kiedy jest się samemu na polanie w środku lasu i dodamy do tego tę nutkę tajemniczości, niepewności co wydarzy się za chwilę, bo dookoła słychać porykiwania jeleni, wszystko nabiera innego wymiaru.

Troche nierealnego, trochę nie z tego świata. Napływa myśl, czy ja jeszcze śpię, czy mi się to śni, czy faktycznie wstałem przed świtem, pojechałem autem do lasu i szedłem kilometry, aby tu dotrzeć.

Mgły dopisały

Środową wyprawę rowerową poprowadziłem po mało ciekawych nizinnych terenach. Tym razem postawiłem nie na widoki, a na zebranie dodatkowych kwadratów (tak z grubsza polega to na tym, że mapa świata została podzielona na kwadraty o wielkości ok. 1,5×1,5 kilometra. Jeżdżąc rowerem, zaliczam kolejne kwadraty na mapie. Wystarczy, że trasa mojego przejazdu przebiegała choćby minimalnie przez dany kwadrat).

Miałem cichą nadzieję, że świt zastanie mnie w jakimś odludnym, ciekawym miejscu i że będzie on spaktakularny. No cóż, marzenie się spełniło, choć słońce długokazało na siebie czekać ze względu na chmury. Ale najpiękniej zrobiło się, gdy akurat przejeżdżałem wzdłuż jakowejś rzeczki, więc dopisały i mgły.

Przyjemna przejażdżka

To dzisiaj jest ostatni dzień lata. A w tym roku lato będzie trwało nadal. Prognozy pogody są optymistyczne i oby sie sprawdziły. Co prawda to ciepełko nie jest już takie jak w lipcu czy sierpniu, ale jak dla mnie jest jeszcze przyjemniej. Wyżowa i bezwietrzna pogoda sprzyja porannym mgłom, a to mnie cieszy najbardziej.

Już niezliczoną ilość razy podziwiałem te cudowne klimaty z dwóch kółek. Wystarczy wstać rano (a wschód jest już całkiem późno, bo po szóstej), zapakować do sakwy aparat i ruszyć przed siebie. Ranki trwają długo, klimat utrzymuje sie nawet do dwóch godzin po wschodzie. Na pewno nawinie się coś przed obiektyw, a jeśli nawet nie, to zostaje przyjemna przejażdżka.

Pokora i cierpliwość

Spaceruję i czekam co mi natura podaruje. Nic na siłę. Spotkam to spotkam, nie to nie. Kilka dni temu zostałem obdarowany hojnie. Najhojniej.

W niedzielę rano zamieniłem rower na gumiaki i poszedłem do lasu. O świcie, posłuchać ryków jeleni. Te nie zawiodły. Już dla tych samych przejmujących ryków dochodzących z różnych stron lasu warto było porzucić łóżko i czas spędzić właśnie tu.

Kroki skierowałem na rozległą polanę, gdzie delikatne mgły świecące odbitym światłem słonecznym tworzyły klimat nie do podrobienia. Szedłem i czekałem czym mnie zaskoczy natura. Wtem z lasu wybiegł pojedynczy osobnik i przystanął w idealnym miejscu. Dla mnie. To nagroda za moją pokorę i cierpliwość.

Farma wiatrowa w Soninie we mgle

Dawno chciałem spróbować jazdy rowerem nocą. Ale taką prawdziwą, nie wieczorem, nie godzinę przed świtem. Nie krótki spacer, ale kilkugodzinna jazda. W sobotę nadarzyła się ku temu okazja. Na cel wybrałem odległą o ponad trzy godziny jazdy farmę wiatraków. Aby zdążyć na świt musiałem wyjechać z domu przed trzecią rano.

Było rześko, raptem 5 – 7 °C, bardzo cirmno i miejscami nieco mgliście. Za to cały czas nisko nad wschodnim horyzontem towarzyszył mi przepiekny gwiazdozbiór Oriona.

Po dotarciu na miejsce okazało się, że całe wzgórze z wiatrakami zasnute jest gęstą mgłą. Nigdy nie zapomnę tych przejmujących dżwięków skrzypiących łopat docierających niewiadomo skąd. Mimo świadomości, że dookoła mnie jest dziesiątki wiatraków, miałem ciarki na całym ciele. Udało się zrobić jedną fotkę, kiedy na moment przebiło się słońce.

To byłby grzech

Długie dni robią się coraz krótsze i gdzieś już na dniach dzień będzie równy nocy. Uświadomiłem sobie to jeżdżąc w ubiegłym tygodniu do pracy na siódmą i widząc dopiero co wstające słońce.

I właśnie a propos wstającego słońca, taki oto widok miałem któregoś poranka. Niestety miałem przy sobie tylko smarfon, ale jak powszechnie wiadomo najlepszy aparat to ten, który ma się aktualnie przy sobie. Grzechem byłoby nie uwiecznić tego hipnotyzującego wschodu słońca.

Pod lipą

Tradycyjnie wyjechałem przed świtem. Nic a nic nie wskazywało na tak spektakularny wschód słońca. Najpierw nie było żadnych chmur, kilka kilometrów dalej zalegała gęsta mgła, ale po następnych kilku na krótkim odcinku trasy mgły nie było i akurat wtedy pojawiły się te przecudne chmurki.

Słońce właśnie wyłaniało się zza horyzontu oświetlając to co na niebie i nieśmiało to co na ziemi. Jakież miałem szczęście, że to się działo akurat koło tej urokliwie położonej starej kapliczki pod okazałą lipą.

Różny klimat

W niedzielny poranek wybrałem się na Pogórze Strzyżowskie. Tam ostatnimi czasy niezawodnie co rano zalegają mgły. Jeszcze przed świtem pomknąłem na pagórki aby podziwiać te niesamowite morza mgły. Zjeżdżając z górek zanurzałem się w nie. W wilgoć i chłód. Zaskakujące jak bardzo może różnić się klimat w miejscach oddalonych od siebie zaledwie o kilka kilometrów.