Wiatrak w Różance

Jedno z miejsc, gdzie lubię zajechać, gdy tylko jestem w okolicy. Co prawda trzeba się specjalnie wspiąć na niemałą górkę, ale tam są same górki, więc kolejna nie robi różnicy. W miniony weekend znalazłem się tam niedługo po wschodzie słońca i o dziwo nie byłem tam pierwszy!

Widoki były naprawdę fascynujące. Mgły w oddali robiły spore wrażenie, więc postanowiłem wspiąć się jeszcze dla kilku fotek na wieżę stojącą opodal.

Zanim wyszło

Trochę się zmartwiłem zmierzając na wschód słońca, że na niebie nie ma żadnych chmurek. Tylko czyste niebo. Po drodze miejscami nad łąkami unosiły się delikatne mgły. Ale kiedy zobaczyłem tę magię nad jeziorami, wiedziałem, że zdjęcia będą udane.

Kolory wprost oszałamiały. Sam nie umaiłbym ich w żaden sposób nazwać. Odcienie zmieniały się dynamicznie i to wszystko jeszcze zanim słońce wyszło spod horyzontu.

Dzięki sarno!

Ten widok spowodował, że zatrzymałem samochód dosłownie w miejscu. Wyłaniający się spod wiszących gałęzi kościół w otoczeniu urokliwych porannych mgiełek.

Podjechałem potem na drugą stronę, gdzie widać go ze wzniesienia, i wycelowałem po raz kolejny teleobiektywem. I co? Nie wiem co te sarny, ale jedna z nich cudownie dopełniła mój kadr. Dzięki!

Trzy zbiorniki

Jak wczoraj pisałem, niedzielę zacząłem na ściernisku, ale potem odwiedziłem trzy zbiorniki wodne w mojej okolicy. Na jednym z nich zauroczyły mnie liście grążela żółtego w świetle wschodzącego słońca.

Na drugim też był grążel, ale nie tak atrakcyjny. Zanieczyszczony niestety szlamem zbierającym się na skraju zbiornika.

Przy trzecim nawet nie zjeżdżałem nad wodę, bo praktycznie cała linia brzegowa zajęta była przez wędkarzy i przyczepy kempingowe. Pyknąłem tylko fotkę opodal.

Rowerem i biegiem

Ależ mi w ostatnim tygodniu dopisywały rankami warunki. Zdradzę Wam sekret, dlaczego tak było. Otóż po prostu w końcu się zmobilizowałem i wstawałem tak, aby już o czwartej wyjeżdżać rowerem z domu.

Oczywiście to nie wystarczy, no miałem farta i co tu dużo mówić. Poniższe fotki są z niedzieli. Na miejscówkę dotarłem zziajany jeszcze przed piątą. W samą porę, aby jeszcze dobiec na pole z belami.

Tylko 11 stopni

To była jedna z tych wypraw, które pamięta się długo. A to dzięki cudownemu wschodowi słońca, jaki przy okazji miałem okazję podziwiać. Trwało to wszystko bardzo długo, a dzięki rowerowi mogłem szybko przemieszczać się w kolejne miejscówki.

Po czwartej rano miejscami na termometrze było raptem 11 °C. To skutkowało pojawieniem się lokalnych mgiełek. W połączeniu z kolorowym niebem powstał klimat iście bajkowy.

Fart

Fart mi, odpukać, dopisuje w tym tygodniu. Najpierw środowy, a teraz sobotni poranek. O czwartej, kiedy wyjeżdżałem rowerem z domu nic nie wskazywało na tak zacny warun. Niebo było czyste, bez chmur.

Po drodze jednak zauważyłem napływające z zachodu chmury, które coraz śmielej podświetlało znajdujące się jeszcze za horyzontem słońce. Przyspieszyłem, by zdążyć. Pierwszą fotę robiłem punktualnie o 4:50. Słońce wtedy gdzieś tam za drzewami dotykało dopiero horyzontu.

Kolejne kilometry przyniosły kolejne zdjęcia, bowiem warunki utrzymywały się jeszcze co najmniej przez godzinę.

W samą porę

Budzik na czwartą, ale o czwartej to ja już siedziałem na siodełku. I dobrze, bo fart chciał, abym w odpowiednim momencie dojechał do pola ze słonecznikami. Tam na miejscu oniemiałem, bo słoneczniki słonecznikami, ale niebo! Co działo się na niebie! Kolory zachwycały i w połączeniu z rozkwitniętymi słonecznikami tworzyły niesamowity krajobraz.