Aj, takie poranki to miód na moje oczy. Te chłodne barwy adekwatne do mroźnej aury. Może nie aż tak bardzo mroźnej, bo wciąż było na plusie, choć to już grudzień.



Aj, takie poranki to miód na moje oczy. Te chłodne barwy adekwatne do mroźnej aury. Może nie aż tak bardzo mroźnej, bo wciąż było na plusie, choć to już grudzień.



Różowo pomarańćzowe wstęgi na niebie? A owszem, takie cuda oglądałem w ubiegłą sobotę i już nie mogę się doczekać jutra i niedzieli. Może znowu uda się złapać jakieś fajne widoki. Zamiast pospać po całym tygodniu, jak trzeba będzie, zerwę się o świcie.

Trafiło się raz i mam co wspominać cały tydzień. Bo takie cudowne wschody słońca nie trafiają się zbyt często. A w zimie, to już całkiem rzadko.



Spędziłem przy tych drzewkach może z kilkanaście minut. Kolory w tym czasie zmieniały się błyskawicznie. To był czas, kiedy słońce przebijało się przez najgęstsze warstwy atmosfery malując chmury coraz to inną farbą.




Ten jeden jedyny dzień od bardzo dawna, kiedy w końcu chmury ustąpiły czystemu niebu. No, prawie czystemu i bardzo dobrze, że tych kilka chmurek się zostało, bo to one zrobiły robotę na mojej fotce.
Uporczywy wiatr nie ułatwiał fotografowania. Dobrze, że kilka warstw grubej odzieży mnie odpowiednio dociążyło, bo nie wiem, jak by się to skończyło!

O święty Marku, orędowniku dobrej pogody! Coś Ty dzisiaj rano zrobił?!? Pomijając zimowy klimat z odrobiną śniegu i szadzią na drzewach, jeszcześ do tego niebo pomalował na kolory, których nawet nie potrafię nazwać!
Nie miałem w planie wstawać na fotografowanie, ze względu mroźne wiatrzysko, ale że się już obudziłem, to od niechcenia wsiadłem w auto i pojechałem przed siebie. Kiedy jednak zobaczyłem, co zaczyna dziać się na niebie, zapiąłem wyższy bieg i rura na miejscówki! Mimo że wcześniej kolory były jeszcze bardziej intensywne, to właśnie tu powstało moje ulubione zdjęcie.

Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale może by tak jakiś album zrobić z akacjami. Niedługo minie równe osiem lat, jak je fotografuję. Przez ten czas byłem tam pewnie dziesiątki, a pewnie grubo ponad sto razy. Powstało z pewnością setki zdjęć… A nie, poczekam jeszcze dwa lata i zrobię album na dziesięciolecie 😉 Swoją drogą ciekawe, jak gruby będzie. No i przydałby się sponsor… 😉



Niedzielny poranek. Do świtu jeszcze sporo czasu. Ja w drodze na miejscówkę, ale…. po drodze urzekł mnie ten widok. Widok Krzyża na wzniesieniu w tych wczesnoporannych tajemniczych kolorach nieba.

Czy silny wiatr jest gwarantem kolorowego poranka? Nie zawsze, ale bywa. Bywa oczywiście tylko wtedy jeśli dodatkowo układ chmur jest odpowiedni. I tak właśnie było dziś rano.
Nade mną chmury, a kilkadziesiąt kilometrów dalej na wschodzie czyste niebo. Z mojego punktu widzenia był to tylko cienki pasek bez chmur tuż nad horyzontem, ale to wystarczyło do powstania tych wspaniałych kolorów!
A te zmieniały się z minuty na minutę. Trzeba było być czujnym i wyczekiwać na tym zimnym wietrze najodpowiedniejszej chwili. Ten niemożliwy do opisania róż pojawił się na dwanaście minut przed wschodem słońca i trwał jedynie kilka minut.



Pogoda kiepska, ale nie zawsze tak było, bo tydzień temu cieszyliśmy się słońcem, a ja oczywiście spędziłem część dnia na dwóch kółkach. Między innymi zaglądnąłem do akacji, bo dawno tam nie byłem. Nic się nie zmieniło. Mają się dobrze i wciąż świetnie się prezentują.


