Zdążyć

Ubiegłej niedzieli pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu. Na termometrze 7°C na minusie i porywisty, mroźny wiatr opowiadały się za tym, aby zostać w domu. Przetrwałem jednak te wydłużające się chwile wahania i pojechałem nad pobliską żwirownię.

I w ostatniej chwili zdążyłem na najpiękniejszy spektakl na niebie. Najbardziej intensywne barwy pojawiły się na kilkanaście minut, więc po wyjściu z auta trzeba było odpalić turbo w nogach, abym zdążył dobiec na miejsce.

Cieplej

Fajnie, że te kilka wspaniałych warunków do fotografowania w styczniu, trafiło się w dni wolne od pracy. Pierwszego stycznia przed świtem zjawiłem się nad zalewem w Kamionce. Do wschodu słońca było jeszcze pond pół godziny.

To wtedy możemy się spodziewać ciekawego światła do fotografowania. Tego dnia niski horyzont jawił się ciepłym czerwonym kolorem. Może się to wydawać dziwne, bo barwy były cieplejsze, niż kilkanaście minut później. Ale tak to bywa o tym czasie, można się spodziewać wszystkiego.

Szybko zrobiłem swoje

To było jeszcze przed świętami, tydzień temu w niedzielę. Obudziłem się wcześnie. Cały tydzień wstawania przed szóstą mnie do tego przyzwyczaił. Rzut oka przez okno i zakiełkowała mi w głowie myśl, że może być piękny wschód słońca.

Temperatura w okolicy zera, ale wiatr wiał,  nie przesadzając z trzydzieści kilometrów na godzinę. W każdym razie kilka razy chciał mi przewrócić statyw. Tego ranka szybciutko zrobiłem swoje i uciekłem czym prędzej do domowego ciepełka.

Ciuchy dociążyły

Ten jeden jedyny dzień od bardzo dawna, kiedy w końcu chmury ustąpiły czystemu niebu. No, prawie czystemu i bardzo dobrze, że tych kilka chmurek się zostało, bo to one zrobiły robotę na mojej fotce.

Uporczywy wiatr nie ułatwiał fotografowania. Dobrze, że kilka warstw grubej odzieży mnie odpowiednio dociążyło, bo nie wiem, jak by się to skończyło!

Święty Marek to uczynił

O święty Marku, orędowniku dobrej pogody! Coś Ty dzisiaj rano zrobił?!? Pomijając zimowy klimat z odrobiną śniegu i szadzią na drzewach, jeszcześ do tego niebo pomalował na kolory, których nawet nie potrafię nazwać!

Nie miałem w planie wstawać na fotografowanie, ze względu mroźne wiatrzysko, ale że się już obudziłem, to od niechcenia wsiadłem w auto i pojechałem przed siebie. Kiedy jednak zobaczyłem, co zaczyna dziać się na niebie, zapiąłem wyższy bieg i rura na miejscówki! Mimo że wcześniej kolory były jeszcze bardziej intensywne, to właśnie tu powstało moje ulubione zdjęcie.

Album na dziesięciolecie

Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale może by tak jakiś album zrobić z akacjami. Niedługo minie równe osiem lat, jak je fotografuję. Przez ten czas byłem tam pewnie dziesiątki, a pewnie grubo ponad sto razy. Powstało z pewnością setki zdjęć… A nie, poczekam jeszcze dwa lata i zrobię album na dziesięciolecie 😉 Swoją drogą ciekawe, jak gruby będzie. No i przydałby się sponsor… 😉