Zamiast roweru

Co mi tu brakuje na tych zdjęciach? Więcej śniegu, chciałoby się powiedzieć. Ale ponoć idzie już nowa dostawa świeżego puchu dla Podkarpacia. Czy się z tego cieszę? Tak nie do końca. Bo bardziej od fotografowania śnieżnych krajobrazów wolałbym na przykład wyskoczyć na rower, bo od dwóch tygodni nie siedziałem na siodełku.

No ale każda pora roku musi przejść, teraz pora na zimę i nic na to nie poradzimy. Póki co zadowalam się tym, na co pogoda pozwala, jak na przykład spacerami z aparatem.

Pierwsze zdjęcie

Pierwsze zdjęcie w nowym roku będzie zdjęciem zrobionym w sylwestrowy wieczór.

To wtedy, zupełnie znienacka, pod koniec dnia nieco się wypogodziło, a że wcześniej skończyłem pracę, mogłem szybciutko wyskoczyć w plener. Wylądowałem na otwartej przestrzeni, kiedy na niebie pojawiły się piękne kolory.

Na chwilę. Na krótką chwilę. Jakby po tak długotrwałym zachmurzeniu słońce obawiało się pokazać na dłużej.

Dajcie spokój

A dajcie spokój już z tą zimą. Grudzień przyzwyczaił nas do dodatnich temperatur, a tu znienacka takie coś w pogodzie. Ani to prawdziwa zima ze śniegiem i mrozem, ani to jesienna aura…

Wyglądam przez okno, ponuro. Wychodzę na zewnątrz, wszystko pokryte lodem. Ale przynajmniej wieje konkretnie, co potęguje odczucie zimna. I te myśli: ryzykować odmrożenia i jechać na rower, czy może ryzykować wywinięcie orła i pójść pobiegać… Jedno i drugie kusi.

Ale już tak na poważnie, sięgnąłem do archiwum i wygrzebałem kilka optymistycznych fotek z tegorocznej jesieni. A konkretnie z października. Z jednego z najpiękniejszych wieczorów, z ładnym światłem i ładnymi kolorami. Ogrzejmy się trochę przy tych kadrach.

Pytam się

I gdzie to słońce, ja się pytam? Czy mi się wydaje, czy prognozy wskazywały na święta ze słońcem? Wiem… to tylko mój region był tak „poszkodowany”, że cały dzień wisiały niskie chmury. Było szaro, ponuro, a na dodatek zimno i wietrznie.

Ja cierpliwie czekam na wiosnę. Ale czekam aktywnie. Na przykład łażąc sobie po lesie.

Reset

Zanim nadejdą mroźne i słoneczne dni, wrzucam jeszcze kilka zdjęć z ostatnich mglistych dni, które wbrew pozorom nie były aż takie bardzo szare, nudne ani przygnębiające. W niektórych miejscach w lesie trafiałem na całkiem optymistyczne miejscówki. Dużo żywej zieleni, która w tej wilgoci i delikatnej mgiełce wyglądała jeszcze bardziej soczyście.

Mgła dodawała krajobrazom tajemniczości, ale jednocześnie nie odbierała im życia. Każde drzewo i krzew wydawały się bardziej wyraziste, a spacer w takich warunkach działa jak naturalny reset dla głowy, jakiej ona potrzebuje podczas weekendu. No chyba, że ktoś woli się inaczej resetować 🙂

Idą mrozy

Coraz zimniej się robi, a święta mają być całkiem mroźne. W mojej okolicy prognozowane są spadki temperatury w nocy nawet do minus 9 stopni Celsjusza, a w dzień ma nie być cieplej niż minus 2 – 3 stopnie.

Ale przynajmniej ma świecić słońce, więc ja już zacieram ręce na mroźne, słoneczne spacery po moich ścieżkach. Bo co jak co, ale na rower przy takiej temperaturze nie odważę się wsiąść.

A tymczasem kilka zdjęć, które powstały w podobnych okolicznościach. W mroźny, ale słoneczny zimowy miesiąc.

Mgła zawładnęła

I wczoraj, i dzisiaj mgła zawładnęła całą okolicą. Widoczność od kilkudziesięciu metrów do nawet miejscami kilkunastu. Temperatura przyjemna i zero wiatru, więc mimo wszechobecnej wilgoci fajny klimat do spaceru po lesie. Spaceru rzecz jasna z aparatem.

Mgła skutecznie upraszczała świat, zostawiając widoczne tylko to, co znajdowało się w miarę blisko. Las wyglądał nieco tajemniczo, a takie warunki sprzyjają uważnemu patrzeniu, bez szukania spektakularnych widoków. Każdy krok odsłaniał nowy fragment sceny, który za chwilę znikał za plecami.

Kusi

U mnie dzisiaj mgła taka, że ledwo widać czubek własnego nosa. Albo widać, ale słabo. Taka pogoda kusi, żeby wyskoczyć do lasu na spacer, bo w takich warunkach wszystko wygląda fajnie tajemniczo i mrocznie. Wiem, bo byłem, ale nie fotografowałem, bo biegałem.

Za to mam kilka fotek z nieco ładniejszej grudniowej pogody, gdzie nawet słońce prześwitywało od czasu do czasu. Najbardziej urzekły mnie pozostające jeszcze na gałęziach modrzewiowe rude igły.