Nie sam

Myślałem, że będę jedynym człowiekiem w lesie, ale okazało się, że jeszcze kilka osób wpadło na ten sam pomysł co ja. Mimo gęsto padającego śniegu i trudnych warunków do spacerowania.

Ktoś jeszcze, oprócz mnie, potrzebował kilku kilometrów spędzonych w ruchu, w zimowej ciszy, między drzewami.

13-tego w piątek

Piątek, 13-tego.

Nie ukrywam, że kiedyś wmawiano mi, że to dzień pechowy. I chcąc nie chcąc, trochę w to wierzyłem.

Ale z czasem zauważyłem, że „pech” potrafi mnie dopaść w każdy inny dzień miesiąca. Ta trzynastka chyba nie ma tu nic do rzeczy.

A jak to jest u Was? Wierzycie w przesądy, czy raczej podchodzicie do nich z przymrużeniem oka?

Na zdjęciu wtorkowy wieczór, kiedy słońce nieoczekiwanie pokazało się ze swojej najlepszej strony.

Druga połowa

Przeglądając archiwa, natknąłem się na zdjęcia z marca 2024 roku. Druga połowa miesiąca, więc z pewnością było już całkiem ciepło. To pewnie zachęciło mnie do wieczornego spaceru po okolicznych polach.

Światło do fotografowania było niezwykle miękkie, takie, jakie lubię najbardziej. Nawet gdy na niebie nie ma spektakularnych kolorów, kadry i tak wychodzą magiczne.

To pamiętam

Przeglądam stare zdjęcia. Wystarczy mi chwila, aby przypomnieć sobie okoliczności powstania większości z nich. Codziennych spraw często nie pamiętam, a w pracy jeśli czegoś nie zapiszę, to po prostu zapomnę. A okoliczności robienia zdjęć pamiętam doskonale. Wybiórcza pamięć. To chyba nie choroba? A nawet jeśli, to wolę pamiętać to niż cokolwiek innego.

Maj 2023 roku. Wstałem przed świtem, aby pojechać na rower. Było bardzo zimno, ale wiedziałem, że później zrobi się cieplej, jak to bywa w maju. Póki co jechałem we mgle i co rusz zatrzymywałem się na fotografowanie. No bo jak nie robić zdjęć w takich warunkach? Mgła, przedzierające się przez nią słońce. I ta przyjemność z jazdy, porannej ciszy i spokoju.

Czegoś brak

Dzisiaj zdjęcie sprzed dwóch lat, zrobione w marcu. Co to za miejscówka? Stary, opuszczony młyn. Nie mam niestety pojęcia, jak długo działał i kiedy upadł, ale do dziś stoi i jest poniekąd atrakcją w okolicy.

Nieopodal znajduje się staw, którego pochodzenia też nie znam. Czasem niemal wysycha, innym razem jest w nim sporo wody. Od czasu do czasu spotykałem tam kaczki i łabędzie.

Tego dnia przejeżdżając tamtędy rowerem, jak zawsze się zatrzymałem, zszedłem nad staw, bo kadr od dawna chodził mi po głowie. Miałem jednak wrażenie, że ciągle czegoś mu brakuje. Nie wiedziałem czego… aż do tego dnia. Brakowało tych groźnych chmur na niebie i to one zrobiły tu całą robotę.

Jak będzie w lutym?

Miękkie i zimne poranne światło. Świat przyprószony białym, świeżym puchem. Czy to dzisiaj? Nie, to zdjęcia archiwalne z którejś z poprzednich zim. Miałem sporo czasu na wspominanie, bo nowych kadrów w tym miesiącu było jak na lekarstwo.

Czy to się zmieni w lutym? No może, może. Przede wszystkim dzień będzie dłuższy i mam nadzieję na więcej słonecznych chwil, zwłaszcza w weekendy.

To wystarcza

Wracam jeszcze do kilku fotek z niedzielnego spaceru. Nic szczególnego się nie wydarzyło, nie było spektakularnego światła, stad saren ani jeleni do fotografowania. Były za to zaspy na dróżkach i ślady ubite kołami jakichś pojazdów.

Ale przede wszystkim było świeże powietrze, cisza i bycie sam na sam ze sobą. I czasem to w zupełności wystarcza.

Na dwa kółka

Dodatnie temperatury na termometrach. W końcu. Niech to wszystko szybko się stopi, asfalty i ścieżki wyschną, bo rower już nie może doczekać się swojej kolejki.

Zima powoli odpuszcza, a w głowie coraz częściej pojawiają się trasy, które dawno nie widziały moich kół. Jeszcze chwila cierpliwości, kilka suchych dni i będzie można wrócić na dwa kółka.

Muszę poczekać

Czy to już resztki zimy w najbliższych dniach? Prognozy mówią o dodatnich temperaturach w ciągu dnia. W sumie chętnie wsiadłbym już na rower, bo dziś mija trzydziesty piąty dzień bez jazdy. Swoją drogą odliczam jak ktoś uzależniony odlicza dni abstynencji.

Proste, skoro i ja odliczam, jestem uzależniony od roweru. I choć znalazłem sobie inne aktywności, które mogłem uprawiać zimą, to jednak ciągle myślę o tym, kiedy wrócę na rower.

Ale na takie dłuższe wyprawy, podczas pięknych wschodów słońca… Ile jeszcze muszę poczekać?