Chociaż kaktus w tle mógłby wskazywać, że akcja dzieje się na jakowejś pustyni, to nie dajcie się zwieść pozorom, to malutkie narośle na zbutwiałym konarze.

Chociaż kaktus w tle mógłby wskazywać, że akcja dzieje się na jakowejś pustyni, to nie dajcie się zwieść pozorom, to malutkie narośle na zbutwiałym konarze.

Dziś kolejne moje jesienne znalezisko. Nic o nim nie mogę napisać co zacz, nawet dziś skojarzeń żadnych nie mam

Pewna chrząszczyca, pewnego pięknego letniego dnia, po długim romantycznym spacerze z chrząszczem jej życia była tak zmęczona, że na kilka liści od domu ów chrząszcz musiał ją dosłownie pchać na siłę do domu. I ten moment uchwyciłem ja.


To, to już musi być śluzowiec z prawdziwego zdarzenia o ciekawym kształcie. To Gronianka lśniąca (Badhamia utricularis). Nie wszystkie „baloniki” były takie kształtne, wiele z nich wyglądało, jakby uszło z nich powietrze. To pewnie przez niską temperaturę, kiedy robiłem zdjęcia było kilka tylko stopni na plusie.



Tym razem gościłem na pokazie rękawic bokserskich. Na zdjęciu jedyny model, jaki był prezentowany, o wiele mówiącej nazwie – „W mordę jeża”.


Gdybym nie wiedział, że istnieje coś takiego jak śluzowce, i gdyby to nie był listopad pomyślałbym, że to jakoweś czyjeś jajeczka znalazłem. Ale nieee! To śluzowiec raczej jest.

I w listopadzie pająki nie próżnują, choć ten się wyłamał i chciał już spokojnie zapaść w sen zimowy, kiedy przypadkiem znalazłem go schowanego w spróchniałym pniaku. Obudzony, przespacerował się z wolna po rzeczonym, nic sobie nie robiąc z niespodziewanej pobudki…


Tydzień temu gościłem na pokazie modnych nakryć głowy, tym razem zaproszony zostałem na pokaz najnowszej kolekcji mebli wypoczynkowych.
Na zdjęciu pierwszym wygodna, mięciutka sofa dla dwóch osób, o wielce ergonomicznym kształcie, idealnie pasująca do każdego, najbardziej wymagającego za przeproszeniem tyłka. Do tego dwie malutkie pufki pod nogi.

Drugi model,dla bardziej wymagających klientów z wzdęciami. Wyłożony pianką z mikrootworami pozwalającymi na dopływ i odpływ powietrza. Spokojnie można na niej puszczać bąki, bez obawy, że ktoś coś poczuje…. Porozrzucane tu i ówdzie szklane kule dodają ekstrawagancji.


W poprzednią niedzielę ledwo wyszedłem na fotołowy, a już trafił mi się ciekawy okaz. Pewnie jakowyś motylek… Zasiadł dumnie z głową zadartą, wąsy podniósł do góry i grzał się w słońcu.

W listopadzie spotykałem go dwa razy. Za każdym razem szczelnie przyklejonego do kory drzewa, na wysokości kolan. Ciężko było go dostrzec. To najprawdopodobniej piędzik (Operophtera), którego można spotkać właśnie od października, aż do grudnia.
