W niedzielę wybrałem się na rower mniej więcej godzinę po wschodzie słońca. Wcześniej nie było sensu ruszać, bo niebo przykrywały chmury, a później wcale nie wyglądało to wiele lepiej. Słońce pokazywało się tylko od czasu do czasu, ale przynajmniej poranek był jeszcze przyjemnie rześki i bez upału.
Kiedy zapuściłem się w głąb Pogórza Strzyżowskiego, okazało się, że tu i tam unoszą się delikatne mgiełki. Natomiast gdy zza chmur na chwilę wychodziło słońce, odległe pagórki wyglądały naprawdę zjawiskowo, skąpane w miękkim porannym świetle.
Nie był to poranek z idealną pogodą, ale to takie warunki często dają najbardziej klimatyczne kadry. Wystarczy kilka minut słońca, odrobina mgły i odpowiedni widok, żeby cała rowerowa wycieczka okazała się warta wczesnego wstawania.




