Po piątkowej stówie na dwóch kółkach sobota musiała być już spokojniejsza, więc tym razem ruszyłem na własnych nogach, ale już bez roweru. Wybrałem piętnastokilometrową trasę polnymi drogami do wiatraka w Różance.
Miałem pewne obawy, jak będzie się maszerowało po polnych drogach, które po ostatnich opadach zrobiły się dość błotniste, ale wcale nie było tak źle. Mimo braku słońca i niezbyt ciepłej aury widoki wynagrodziły wszystko z nawiązką.
Na razie wrzucam sam wiatrak i dwa widoczki ze stojącej obok niego wieży widokowej, ale to, co było po drodze, zrobiło na mnie największe wrażenie. O tym jednak będzie już w kolejnych wpisach.




