Trzydziesty dzień kwietnia, to czas kiedy wręcz zaroiło się od owadów. To znaczy spotkałem ich w ciągu pół godziny więcej niż powiedzmy dwadzieścia. Na termometrze co prawda niewiele ponad dziesięć stopni, ale za to bezwietrznie. Najwięcej spotkałem wujków żółtaczków (Empis livida), a tu jeden z nich.

