Nigdy nie widziałem, czy one faktycznie chodzą bokiem, czy to tylko taka nazwa…
Ten tutaj bokochód (Xysticus) nie miał zamiaru ruszać się z miejsca, wygrzewał się w sierpniowym słoneczku i konserwował swoją opaleniznę.

Bokochód (Xysticus)
Nigdy nie widziałem, czy one faktycznie chodzą bokiem, czy to tylko taka nazwa…
Ten tutaj bokochód (Xysticus) nie miał zamiaru ruszać się z miejsca, wygrzewał się w sierpniowym słoneczku i konserwował swoją opaleniznę.

Balans na chybotliwej trawie to ulubione zajęcie spotkanej przeze mnie błonkówki. Najlepiej jak dosyć mocno wieje wiatr. Jest w tej komfortowej sytuacji, że jak już straci równowagę, to nie spadnie na łeb na szyję, tylko rozłoży skrzydła i odleci.

Próbowała się schować za tym małym ździebełkiem. Raz chowała jedno oko, drugie zamykała, potem na odwrót. Normalnie jak dziecko, które zamknie oczy i wydaje mu się, że nikt go nie widzi…

Bez wielkich nadziei na znalezienie jakiegokolwiek owada, wyszedłem do ogrodu. Spod liścia funkii coś na mnie nieśmiało łypało…

Żniwiarze mając mnie daleko w poważaniu skosili już wszystkie zboża. A przecież ja tam sobie owadów szukałem

Ale przyznać im trzeba, że ciekawe pejzaże stworzyli.


Dla tej małej błonkówki siłownia to sens życia. Na początek skupiła się na mięśniach ud.

Kolejne znalezisko sprzed kilku dni. Podobnie jak galas znalazłem to na liściu dębu. Ale czy to żywe jest, czy też jakowaś narośl, to nie mam bladego pojęcia…

Dwa dni temu trafiłem na niesamowite znalezisko. Na jednej z gałązek dębu, na kilku liściach było uczepionych po kilka galasów galasówki dębianki (Cynips quercusfolii). Byłem strasznie ciekaw co jest w środku, jednak nie odważyłem się zabrać jednej do domu i przekroić…



Miałem dylemat, całować, czy nie całować…

Taką królewnę w nie swojej skórze zauważyłem na brzegu stawu. Wyszła na spacer w swoim nowym nakryciu głowy.

Czasami wybieram się na spacer nie zabierając obiektywu do robaczków, wtedy spaceruję z głową podniesioną do góry (a nie w trawie) i zauważam takie oto okoliczności przyrody 😉



