Przed pójściem do dentysty MaTyLDa ćwiczy otwieranie pyszczka 😉

Przed pójściem do dentysty MaTyLDa ćwiczy otwieranie pyszczka 😉

Co tu dużo pisać, jaki koń jest, każdy widzi…

Ile razy spotykam tego pajączka, mam wrażenie, że się do mnie uśmiecha. Myślicie, że wszystko ze mną w porządku…? 😉

Pojawił się w sobotę, skądś przyszedł razem z MaTyLDą. To znaczy biegł za nią, a ona na niego fuczała 😉 Nakarmiłem, a że darł się wniebogłosy zamknąłem w domu. Następnego dnia szukałem właściciela, ale nikt się nie przyznał. Zanosi się więc na to, że zostanie przygarnięty 😉
A imię jego będzie AZoR.


Po udanej drzemce dobrze jest się zdrowo przeciągnąć.

Na zdjęciu Plujka pospolita (Calliphora vicina).

O stan mojego domku mogę być spokojny, ciągle czuwa nad nim pan chrząszcz z nadzoru budowlanego. Krąży po ścianach i kontroluje, czy aby nie pojawiają się jakoweś pęknięcia.

Tym razem bez komentarza, wszystko widać… 😉

– Jutro weselicho, a ja dopiero pół sukienki ślubnej uprzędłam, muszę się pospieszyć, bo przecie w miniówie nie polecę – tłumaczyła się pszczółka chodząc po kwiatach hibiskusa i czekając, aż jego malutkie kuleczki pokryją ją całą.

-Co jak co, ale skrzydełka muszą być czyste i błyszczące – mruczał pod nosem pewien Much, czyszcząc swoje skrzydła.

– O nie panie kolego, komu jak komu ale mnie pan zdjęć robił nie będziesz… i o sekundę za późno odleciał.
