Halo słoneczne

Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. To był styczeń 2023 roku, wyjątkowo ciepły. Spędziłem go praktycznie na codziennych jazdach na rowerze. W tygodniu szybkie przejażdżki po zmroku, a w weekendy dłuższe, kilkudziesięciokilometrowe wyprawy.

Tego dnia przez całe popołudnie na południowo-zachodnim niebie towarzyszyło mi widowiskowe halo słoneczne.

Druga połowa

Przeglądając archiwa, natknąłem się na zdjęcia z marca 2024 roku. Druga połowa miesiąca, więc z pewnością było już całkiem ciepło. To pewnie zachęciło mnie do wieczornego spaceru po okolicznych polach.

Światło do fotografowania było niezwykle miękkie, takie, jakie lubię najbardziej. Nawet gdy na niebie nie ma spektakularnych kolorów, kadry i tak wychodzą magiczne.

Czegoś brak

Dzisiaj zdjęcie sprzed dwóch lat, zrobione w marcu. Co to za miejscówka? Stary, opuszczony młyn. Nie mam niestety pojęcia, jak długo działał i kiedy upadł, ale do dziś stoi i jest poniekąd atrakcją w okolicy.

Nieopodal znajduje się staw, którego pochodzenia też nie znam. Czasem niemal wysycha, innym razem jest w nim sporo wody. Od czasu do czasu spotykałem tam kaczki i łabędzie.

Tego dnia przejeżdżając tamtędy rowerem, jak zawsze się zatrzymałem, zszedłem nad staw, bo kadr od dawna chodził mi po głowie. Miałem jednak wrażenie, że ciągle czegoś mu brakuje. Nie wiedziałem czego… aż do tego dnia. Brakowało tych groźnych chmur na niebie i to one zrobiły tu całą robotę.