Trzeba uważać, gdzie się ląduje. Ten malutki chrząszczyk niefortunnie wylądował na mniszku i tak oto się to skończyło…

Trzeba uważać, gdzie się ląduje. Ten malutki chrząszczyk niefortunnie wylądował na mniszku i tak oto się to skończyło…

Malutkie, ospałe, niemrawe, ale powychodziły już na świat. Na dodatek jeszcze mocno wystraszone, przy najmniejszym trąceniu listka, momentalnie, swoim zwyczajem, przykurczają nóżki i spadają.


Jedna z moich poważniejszych zdobyczy tej wiosny. Mały sympatyczny ryjek i siedział sobie jak gdyby nigdy nic na młodych listkach. Tuż obok na innym liściu siedział drugi taki sam. Może to jego małżonka, nie wiem, nie udało mi się jej sfotografować.

W środę udało mi się na chwilkę wyrwać na fotołowy. Udało mi się sfotografować kilka owadów. Między innymi tą niewielką i wydawać by się mogło, przestraszoną biedronkę.

Jest i pierwszy w tym sezonie upolowany grubszy zwierz.


O ile dobrze pamiętam, to w Boże Narodzenie było z lekka cieplej niż dzisiaj, w Wielkanoc, brrrr…. Mam zatem na dzisiaj ocieplające fotki, zwłaszcza pierwsza.


W sumie to ten wpis powinien być wczoraj. Na prima aprilis. Taki mały żarcik postanowił zrobić pewien chrząszczyk. Położył się na plecach i tak leżał sobie.

– No co, może jeszcze kiedyś mi urosną kropki i będę biedronką…

Na taką ładnie ubarwioną parkę trafiłem na początku czerwca. Taki żywy zielony kolor na ich grzbietach bardzo mi się spodobał.

Już pisałem, że marzeniem fotograficznym jest złapać startującego do odlotu owada. Kilka razy mi się to udało, ale z kiepskim skutkiem. Dzisiaj kolej na startującego onomiłka, choć również w nie najlepszym wykonaniu.
