… kiedy spotkałem skakuna. Nie przypuszczałem, że one są aż tak mikroskopijne. I tak ruchliwe…

… kiedy spotkałem skakuna. Nie przypuszczałem, że one są aż tak mikroskopijne. I tak ruchliwe…

Coś podobnego widziałem pierwszy raz 😉 Pluskwiak na jakach 😉 Jak go zobaczyłem, pierwsze co odmówiłem modlitwę, żeby mi zbyt szybko nie zwiał. Aleeee nieeeeeee. Pozował do woli i nie miał zamiaru opuścić swoich jajek 😉

Od kiedy zacząłem robić wypady w chaszcze z aparatem, tych muchówek lata miliony egzemplarzy. Bardzo płochliwe i w ogóle nie zainteresowane moją krwią. Za to nóg mają nadmiar 😉


Ta muszka, jak mniemam wspomagając się m. in. chwastowiskiem z rodziny nasionnicowatych, być może Anomoia purmunda – miała chyba muszę ADHD. W jednym miejscu stała może sekundę i momentalnie przemieszczała się gdzie indziej. Na szczęście w obrębie tej samej roślinki, więc się za nią nie nabiegałem 🙂

Wyszło na to, że nie dość, że podglądacz, to jeszcze jakby zboczony. Ale słowo, dopiero na monitorze zobaczyłem, podczas jakiej czynności fizjologicznej uwieczniłem ową muszkę…

I pokazał 😉 Ale takie dziwne jakieś…
Bursztynka pospolita (Succinea putris) z pasożytem – przywrą Leucochloridium Paradoxum.

Spacerując po chaszczach natrafiłem na miejsce, gdzie kilka par smętek w najlepsze… myślało o potomstwie. W cieniu i gęstej trawie nic sobie nie robiąc z mojej obecności kopulowały w najlepsze 😉



Ale swędzi, ała, ała.
Ale ktoś na mnie patrzy. Już dłużej nie wytrzymam, muszę się podrapać 😉

Następnego dnia, co prawda prognozy mówiły o deszczu i śniegu, ale od rana była piękna pogoda. Około dziesiątej postanowiliśmy się wybrać na lajtową traskę, czyli na Rawkę.
Na początku prawie płaska droga, utwardzona i tak aż do schroniska.

Później lasem, nadal płasko…

No a potem zaczęła się mordercza wspinaczka, nie pamiętam, ale z godzinę co najmniej pionowo w górę na Małą Rawkę. Tam odpoczywaliśmy dłuuugo 😉 Na szczęście na Wielką to już tylko piętnastominutowy spacerek z malutkim i krótkim podejściem. Ale widoki… niezapomniane.






