Co tu dużo pisać, jaki koń jest, każdy widzi…

Co tu dużo pisać, jaki koń jest, każdy widzi…

Ile razy spotykam tego pajączka, mam wrażenie, że się do mnie uśmiecha. Myślicie, że wszystko ze mną w porządku…? 😉

Pojawił się w sobotę, skądś przyszedł razem z MaTyLDą. To znaczy biegł za nią, a ona na niego fuczała 😉 Nakarmiłem, a że darł się wniebogłosy zamknąłem w domu. Następnego dnia szukałem właściciela, ale nikt się nie przyznał. Zanosi się więc na to, że zostanie przygarnięty 😉
A imię jego będzie AZoR.


Po udanej drzemce dobrze jest się zdrowo przeciągnąć.

Na zdjęciu Plujka pospolita (Calliphora vicina).

O stan mojego domku mogę być spokojny, ciągle czuwa nad nim pan chrząszcz z nadzoru budowlanego. Krąży po ścianach i kontroluje, czy aby nie pojawiają się jakoweś pęknięcia.

Tym razem bez komentarza, wszystko widać… 😉

– Jutro weselicho, a ja dopiero pół sukienki ślubnej uprzędłam, muszę się pospieszyć, bo przecie w miniówie nie polecę – tłumaczyła się pszczółka chodząc po kwiatach hibiskusa i czekając, aż jego malutkie kuleczki pokryją ją całą.

-Co jak co, ale skrzydełka muszą być czyste i błyszczące – mruczał pod nosem pewien Much, czyszcząc swoje skrzydła.

– O nie panie kolego, komu jak komu ale mnie pan zdjęć robił nie będziesz… i o sekundę za późno odleciał.

-Wylegiwanie się na łóżeczku, to moje drugie JA. Zwłaszcza w taki cieplutki słoneczny dzień, po prawie tygodniu deszczu.

