Co czuć?

Nic tu niezwykłego dziś nie zobaczycie. Poranek, jakich być może było wiele. Kilka drzew, jakiś spróchniały pień, droga, pola uprawne.

Ale kiedy wczuć się w te zdjęcia można jeszcze poczuć przyjemny chłód poranka, zapach nieprzypinający zupełnie niczego, ale bardzo przyjemny. Można usłyszeć nieliczne ćwierkające ptaki i kilka skrzeczących gawronów latających nad głową. Pod stopami poczuć zmrożoną nierówną ziemię, a na twarzy orzeźwiający zefirek.

Nawet godzinę przed

Na niebie nie było żadnych chmur. Jedynie unosiła się lekka mgiełka. To wystarczyło, aby na kilka chwil świat stał się czerwony jak buraczki ćwikłowe.

To niedzielny poranek, czas kiedy słońce jeszcze nie wyszło ponad horyzont. Właśnie wtedy kolory potrafią najbardziej zaskakiwać. Warto mieć przygotowany aparat nawet na godzinę przed wschodem.

Mniej roweru

Słońce zaczęło wyłaniać się zza mgły. Podążałem niezbyt pośpiesznie polną drogą wśród rozległych pól. To tę okolicę wybrałem na dzisiejszy plener i to był strzał w dziesiątkę. O dziwo o tak wczesnej porze w niedzielę, nie byłem na tym pustkowiu sam.

Spotkałem spacerowicza i uwaga… rowerzystę. Aż mi się przez chwilę smutno zrobiło, że ja na nogach, a on na rowerze. Ale szybko przypomniałem sobie o moim postanowieniu na ten rok – mniej roweru!

Łabędzie w zimie

Łabędzie na środku pola w środku stycznia? Sam byłem mocno zdziwiony.

Wczorajszy poranek był tak piękny, że oszołomiony chodziłem w te i we wte po polach w poszukiwaniu kadrów. Zupełnie nieodczuwalny mróz, mimo 4° na minusie, do tego słońce i zamglone powietrze. Wymarzone warunki do fotografowania.

Już na powrocie zauważyłem dziwne białe coś kilkaset metrów dalej. Zerknąłem przez teleobiektyw i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Stadko łabędzi wylegiwało się w najlepsze na rozległym polu! Spróbowałem podejść jak najbliżej, ale tak, aby ich nie wystraszyć, niech się grzeją do słońca, bo jeszcze cała zima przed nimi.

Postanowienie noworoczne

Moje postanowienie na nowy rok? Zazwyczaj nie robię, ale na ten mam takie, żeby… mniej jeździć na rowerze. Tak, bo chyba jednak trochę przesadziłem w ubiegłym roku. 217 dni na rowerze… niby fajnie, ale przez to opuściłem się w fotografowaniu wschodów i zachodów słońca. Takiego prawdziwego fotografowania, z lustrzanką i statywem. A nie z przypadku, smartfonem znad kierownicy.

Poniżej kilka zdjęć z wczorajszego poranka. Te cudowne barwy pojawiły się na długo przez wschodem słońca. Długi czas naświetlania wyciągnął z tego wszystko, co najlepsze.

Przełom

W piątek nastąpił przełom. Przełom, jeśli chodzi o pogodę. W końcu zobaczyłem czyste niebo z nielicznymi chmurkami. Słońce mnie zachęciło i wsiadłem na chwilkę na rower. Trochę się zdziwiłem, bo na pagórkach i w cieniu ciągle temperatura była ujemna… Paluszki troszkę zmarzły, ale za to zachód słońca był ładny.

Spacery po śniegu

Czy taki klimat nie jest cudowny? Jest, ale wtedy gdy mamy wolny dzień, najlepiej cały weekend i możemy poświęcić czas na spacery po lesie, czy gdziekolwiek indziej.

Na obecną chwilę śniegu zostało już niewiele i z każdą chwilą znika go jeszcze więcej. Czy się z tego cieszę? W sumie to tak, bo już dziś udało się wyskoczyć na rower, a i w weekend przez południe może być i pięć stopni na plusie.

Intensywniej

Pozwolę sobie wspomnieć po raz kolejny pierwszy dzień stycznia. To pierwsze zdjęcia, jakie wykonałem wieczorem, kiedy niebo zaczęło przybierać czerwony kolor. Później, jak wiadomo, było tylko intensywniej.

Kolekcja

Witek, były już jakieś kilometry w tym roku rowerem? Owszem, przez kilka dni, w ubiegłym tygodniu, temperatura miejscami dochodziła do dziesięciu stopni na plusie. Nie mogłem pozostać na to obojętny. Dwie kilkudziesięciokilometrowe wyprawy jak najbardziej wpadły do kolekcji. Sami zobaczcie, że pogoda wyglądała już prawie na wiosenną 🙂