Białe tęcza nr… ?

Co to takiego jest biała tęcza? W jakich warunkach powstaje? Biała tęcza tworzy się, gdy światło słoneczne załamuje się na bardzo drobnych kroplach mgły, a nie deszczu. Krople są tak małe, że nie rozszczepiają światła na kolory — zamiast tego powstaje jednolita, blada poświata w kształcie łuku.

Na żywo wygląda jak zjawisko z innego świata, coś pomiędzy snem a cudem natury. I choć nie ma w sobie ani grama koloru, robi niesamowite wrażenie. Widywałem ją już wiele razy i za każdym razem oniemiewam! Nie mogę się napatrzeć — to jedno z najpiękniejszych, moim zdaniem, zjawisk optycznych.

Chłodek nienachalny

W lipcu oczywiście też mogą się trafić mgły. Tym razem były delikatne, jakby ktoś rozpylił mleko nad łąkami. Ale w połączeniu z niskim światłem poranka potrafiły wyczarować spektakl rodem z baśni braci Grimm.

Może sześć stopni na plusie to nie jest upał, ale przewidziałem to i ubrałem się na cebulkę, więc w miarę jak robiło się coraz cieplej mogłem uszczuplać ubiór.

Chłodek był jednak przyjemny, nie nachalny, a orzeźwiający po upałach, jakie panują za dnia. Idealny klimat na łagodne przebudzenie w terenie — bez budzika, ale za to z koncertem ptaków i mglistym spektaklem w tle.

Widmo Brockenu nr ?

Słuchajcie, po raz kolejny zobaczyłem widmo Brockenu i jestem już na tym etapie, że przestałem je liczyć, bo chyba wszystkich i tak nie pamiętam. Miałem nieśmiałą nadzieję, że w sobotę rano będą mgły. Dzień wcześniej padało, a na rano zapowiadano około 11 stopni. Było 6 stopni, a ilość mgieł przerosła moje najoptymistyczniejsze oczekiwania. Trzeba było tylko pojechać nieco dalej – na południe regionu.

No i właśnie tam, w Zawadce, jadąc drogą na grzbiecie wzgórza, patrzyłem z nadzieją, kiedy się ono pojawi. Udało się – na odcinku dosłownie kilkudziesięciu metrów. Widok niesamowity jak zawsze, a w takich okolicznościach przyrody jeszcze go nie widziałem.

Pryśnie?

Czujecie ten chłód? Ile obstawiacie stopni? To czerwcowy poranek, więc mogłoby się wydawać, że rano temperatura nie spada już poniżej 10 stopni. W tym roku czerwcowe poranki bywały dużo zimniejsze. A to skutkowało tymi przepięknie ścielącymi się mgłami i chłodnymi barwami przed wschodem słońca.

W powietrzu czuć było wilgoć i taki specyficzny zapach poranka, który pojawia się tylko wtedy, gdy trawa jest mokra od rosy, a świat jeszcze nie zdążył się obudzić. Człowiek jedzie powolutku, jakby bał się, że magia zaraz pryśnie.

Smartfon w kieszeni

Mamy trzeci lipca, a ja w tym miesiącu jeszcze nie zrobiłem ani jednego zdjęcia. Byłem co prawda już na dwóch wyjazdach rowerowych, ale raz jechałem w ciągu dnia, a za drugim razem wschód słońca nie był ani trochę spektakularny. Czyściutkie niebo, zero mgieł – nawet nie wyciągałem smartfona. Po prostu cieszyłem się samą jazdą.

Poniższe zdjęcia pochodzą jeszcze z jednego z pamiętnych, mglistych i zimnych czerwcowych poranków.

Wakacje nie dla wszystkich

Coś ostatnio brak porannych mgieł, ale to przecież środek lata. Tylko pierwsza połowa czerwca raczyła nas zimnymi porankami, które skutkowały pięknymi, mglistymi spektaklami. Teraz przyszedł czas, żeby w końcu cieszyć się ciepełkiem – zrzucić te wszystkie warstwy ubrań, które trzeba było zakładać na poranne rowerowe wyjazdy.

Ciepłe dni, ciepłe noce i wreszcie ciepłe poranki. Lipiec! Jak szkoda, że ten wyjątkowy czas, kiedy zaczynały się wakacje, już mnie nie dotyczy… Nie miałbym absolutnie nic przeciwko temu, żeby codziennie rano móc wskakiwać na rower i ruszać w trasę. To by mi się nigdy nie znudziło. Jestem tego pewien.

Lato ma zasady

Wiecie, co jest jutro? Na pewno wiecie. Jutro weekend. Tylko co to właściwie oznacza? Dla mnie na pewno to, że znów się pewnie nie wyśpię. Jeśli tylko pogoda pozwoli, wstanę skoro świt, wsiądę na rower i będę się zachwycał porannymi widokami, zamiast – jak normalny człowiek – porządnie się wyspać.

Liczę na podobne widoki jak te ze zdjęć. Ale nawet jeśli miałoby padać, to nie ma opcji – na pewno znajdzie się w ciągu dnia kilkugodzinne okienko bez deszczu. W końcu to lato. A lato ma swoje zasady.

Uzależniony od dobrego

Kiedyś, zanim sam zacząłem fotografować, widywałem takie zdjęcia i marzyłem, żeby zobaczyć coś takiego na żywo. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że wystarczy po prostu jeździć, chodzić i szukać miejscówek, gdzie rankiem zbierają się mgły. Że trzeba zacząć wstawać wcześnie i obserwować, co dzieje się o tej porze w przyrodzie.

To wszystko przyszło z czasem. Na początku były zachody słońca – bo przynajmniej nie trzeba było zrywać się z łóżka. Ale stopniowo zacząłem coraz częściej wypuszczać się w teren o świcie. Dla takich właśnie widoków. I… uzależniłem się od tego.

Te same

Te same, dobrze znane miejsca. W moim zasięgu roweru chyba już wszystko zostało obfotografowane. Zmieniają się tylko warunki. Tym razem – krótko po wschodzie słońca. Bezchmurne niebo, bezwietrznie i bardzo zimno, jak na czerwiec.

Witek, ubrany bardziej jak w listopadzie niż w środku lata, jechał i czekał, aż palce odmarzną na tyle, by dało się utrzymać smartfona. Cisza była absolutna – bo kto normalny wychodzi z domu o piątej rano w weekend? Świat budził się powoli i z gracją, jakby niespecjalnie chciał wchodzić w ten dzień.