Wakacje nie dla wszystkich

Coś ostatnio brak porannych mgieł, ale to przecież środek lata. Tylko pierwsza połowa czerwca raczyła nas zimnymi porankami, które skutkowały pięknymi, mglistymi spektaklami. Teraz przyszedł czas, żeby w końcu cieszyć się ciepełkiem – zrzucić te wszystkie warstwy ubrań, które trzeba było zakładać na poranne rowerowe wyjazdy.

Ciepłe dni, ciepłe noce i wreszcie ciepłe poranki. Lipiec! Jak szkoda, że ten wyjątkowy czas, kiedy zaczynały się wakacje, już mnie nie dotyczy… Nie miałbym absolutnie nic przeciwko temu, żeby codziennie rano móc wskakiwać na rower i ruszać w trasę. To by mi się nigdy nie znudziło. Jestem tego pewien.

Lato ma zasady

Wiecie, co jest jutro? Na pewno wiecie. Jutro weekend. Tylko co to właściwie oznacza? Dla mnie na pewno to, że znów się pewnie nie wyśpię. Jeśli tylko pogoda pozwoli, wstanę skoro świt, wsiądę na rower i będę się zachwycał porannymi widokami, zamiast – jak normalny człowiek – porządnie się wyspać.

Liczę na podobne widoki jak te ze zdjęć. Ale nawet jeśli miałoby padać, to nie ma opcji – na pewno znajdzie się w ciągu dnia kilkugodzinne okienko bez deszczu. W końcu to lato. A lato ma swoje zasady.

Uzależniony od dobrego

Kiedyś, zanim sam zacząłem fotografować, widywałem takie zdjęcia i marzyłem, żeby zobaczyć coś takiego na żywo. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że wystarczy po prostu jeździć, chodzić i szukać miejscówek, gdzie rankiem zbierają się mgły. Że trzeba zacząć wstawać wcześnie i obserwować, co dzieje się o tej porze w przyrodzie.

To wszystko przyszło z czasem. Na początku były zachody słońca – bo przynajmniej nie trzeba było zrywać się z łóżka. Ale stopniowo zacząłem coraz częściej wypuszczać się w teren o świcie. Dla takich właśnie widoków. I… uzależniłem się od tego.

Te same

Te same, dobrze znane miejsca. W moim zasięgu roweru chyba już wszystko zostało obfotografowane. Zmieniają się tylko warunki. Tym razem – krótko po wschodzie słońca. Bezchmurne niebo, bezwietrznie i bardzo zimno, jak na czerwiec.

Witek, ubrany bardziej jak w listopadzie niż w środku lata, jechał i czekał, aż palce odmarzną na tyle, by dało się utrzymać smartfona. Cisza była absolutna – bo kto normalny wychodzi z domu o piątej rano w weekend? Świat budził się powoli i z gracją, jakby niespecjalnie chciał wchodzić w ten dzień.

Grążel żółty

Na niebie nie było ani chmurki. Tylko słońce, żółta poświata i czyściutkie niebo. Aż mnie to raziło w oczy. Spróbowałem to uchwycić, między innymi z pięknymi grążelami żółtymi, które pływały tuż przy brzegu.

Potem podjechałem wzdłuż brzegu, chwilami obawiając się wpadnięcia do wody — tak intensywny był ten blask. Wszystko wyglądało jak jakiś sen na jawie, taki lekko rozmyty od światła.

Dwie pobudki

Długi weekend trwa. Za mną dwie pobudki przed świtem tylko po to, aby wsiąść na rower i połączyć jazdę z poszukiwaniami pięknych miejscówek. Co prawda w lecie ciężko o piękne wschody z kolorowymi chmurami, bo albo jest czyste niebo, albo zaniesione gęstymi chmurami.

Liczyłem jednak na mgły, ponieważ miało być dość zimno, więc była szansa, że się pojawią. Owszem, trafiłem na delikatne mgiełki, ale temperatura była oszałamiająca jak na koniec czerwca – cztery stopnie!

Dzikie meandry okolicznej rzeczki jednak zauroczyły mnie na tyle, że na ziąb nie zwracałem większej uwagi, a skupiłem się na zdjęciach i oczywiście na filmie.

Cisza absolutna

Tak to można fotografować. Kiedy już trafiłem w jedno z moich ulubionych miejsc, mogłem tam fotografować w którą stronę chciałem. Dookoła miękkie, rozproszone przez mgły światło, urokliwa polna droga, drzewa, z dala od cywilizacji. Cisza, o którą w dzisiejszych czasach dosyć trudno. Żadnego szumu samochodów czy kosiarek. No wiadomo, wszyscy jeszcze spali, ale tu była cisza absolutna.

Mgła i ziąb

Ten poranek mnie zaskoczył, jeśli chodzi o aurę. Nie spodziewałem się mgieł i aż tak zimnego powietrza. W najzimniejszym miejscu było tylko 4 stopnie na plusie. Przezornie ubrałem się solidnie, bo lepiej później z siebie po kolei ściągać warstwy, niż zmarznąć, a rękawiczki uratowały mi prawie życie.

Słońce wschodziło powoli, jakby też było zdziwione, że musi świecić w takich warunkach. Mgła snuła się po polu facelii z gracją i bez pośpiechu. A ja jechałem rowerem w tym bajkowym klimacie, czując się jak postać z jakiejś baśni – tylko że zamiast rumaka miałem swoje dwa kółka.

Lubisz spać długo?

Czy w weekend lubię wylegiwać się w łóżku? 🛏️ Tak, lubię spać do czasu, aż obudzę się sam z siebie. Czy śpię tak faktycznie? Nie. Jeśli tylko nie pada, zrywam się po trzeciej nad ranem, aby startować w drogę rowerem równo, albo i przed wschodem słońca🚴. Nie inaczej było w miniony weekend. I choć tym razem żadnych mgieł nie było, a światło było takie sobie, udało się po drodze zajechać nad jeziorka i zrobić te kilka zdjęć.