Nawet godzinę przed

Na niebie nie było żadnych chmur. Jedynie unosiła się lekka mgiełka. To wystarczyło, aby na kilka chwil świat stał się czerwony jak buraczki ćwikłowe.

To niedzielny poranek, czas kiedy słońce jeszcze nie wyszło ponad horyzont. Właśnie wtedy kolory potrafią najbardziej zaskakiwać. Warto mieć przygotowany aparat nawet na godzinę przed wschodem.

Postanowienie noworoczne

Moje postanowienie na nowy rok? Zazwyczaj nie robię, ale na ten mam takie, żeby… mniej jeździć na rowerze. Tak, bo chyba jednak trochę przesadziłem w ubiegłym roku. 217 dni na rowerze… niby fajnie, ale przez to opuściłem się w fotografowaniu wschodów i zachodów słońca. Takiego prawdziwego fotografowania, z lustrzanką i statywem. A nie z przypadku, smartfonem znad kierownicy.

Poniżej kilka zdjęć z wczorajszego poranka. Te cudowne barwy pojawiły się na długo przez wschodem słońca. Długi czas naświetlania wyciągnął z tego wszystko, co najlepsze.

Zdążyć

Ubiegłej niedzieli pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu. Na termometrze 7°C na minusie i porywisty, mroźny wiatr opowiadały się za tym, aby zostać w domu. Przetrwałem jednak te wydłużające się chwile wahania i pojechałem nad pobliską żwirownię.

I w ostatniej chwili zdążyłem na najpiękniejszy spektakl na niebie. Najbardziej intensywne barwy pojawiły się na kilkanaście minut, więc po wyjściu z auta trzeba było odpalić turbo w nogach, abym zdążył dobiec na miejsce.

Cieplej

Fajnie, że te kilka wspaniałych warunków do fotografowania w styczniu, trafiło się w dni wolne od pracy. Pierwszego stycznia przed świtem zjawiłem się nad zalewem w Kamionce. Do wschodu słońca było jeszcze pond pół godziny.

To wtedy możemy się spodziewać ciekawego światła do fotografowania. Tego dnia niski horyzont jawił się ciepłym czerwonym kolorem. Może się to wydawać dziwne, bo barwy były cieplejsze, niż kilkanaście minut później. Ale tak to bywa o tym czasie, można się spodziewać wszystkiego.

Szybko zrobiłem swoje

To było jeszcze przed świętami, tydzień temu w niedzielę. Obudziłem się wcześnie. Cały tydzień wstawania przed szóstą mnie do tego przyzwyczaił. Rzut oka przez okno i zakiełkowała mi w głowie myśl, że może być piękny wschód słońca.

Temperatura w okolicy zera, ale wiatr wiał,  nie przesadzając z trzydzieści kilometrów na godzinę. W każdym razie kilka razy chciał mi przewrócić statyw. Tego ranka szybciutko zrobiłem swoje i uciekłem czym prędzej do domowego ciepełka.