Już niedługo

Wpadło mi w oko kilka zdjęć z kwietniowej wyprawy rowerowej sprzed trzech lat. I od razu zatęskniłem za wiosną jeszcze bardziej. Ta soczysta zieleń, kwitnące mniszki, lekko przymglone poranki… No i to ciepło.

Bez kombinowania z warstwami ubrań i zastanawiania się, czy nie zmarznę po pierwszych pięciu kilometrach. Wystarczy wsiąść na rower i jechać przed siebie, ze świadomością, że gdziekolwiek skręcę, widoki będą pierwsza klasa.

Jeszcze tydzień

Już prawie chciałem pozbywać się roweru. Odstawić go na stałe do piwnicy, a może nawet wystawić na sprzedaż. Aż tu nagle nieco się ociepliło i śnieg zaczął się topić.

Tym samym w mijającym tygodniu wpadły cztery krótkie, bo krótkie, ale jednak przejażdżki. Trafiło się nawet kilka chwil z bezchmurnym niebem. Mimo że temperatura była niby na plusie, ziąb dawał się we znaki, ale po takiej przerwie naprawdę nie miałem zamiaru narzekać. Każda minuta na dwóch kółkach smakowała jak prawdziwy początek sezonu.

Teraz rower trafi na gruntowny serwis i mały remont. Po kolejnych kilku tysiącach kilometrów zdecydowanie mu się to należy. Nie obrażę się więc, jeśli pogoda jeszcze przez tydzień będzie kapryśna. Ale od następnego oczekuję że zima pójdzie sobie od nas i więcej nie wróci.

13-tego w piątek

Piątek, 13-tego.

Nie ukrywam, że kiedyś wmawiano mi, że to dzień pechowy. I chcąc nie chcąc, trochę w to wierzyłem.

Ale z czasem zauważyłem, że „pech” potrafi mnie dopaść w każdy inny dzień miesiąca. Ta trzynastka chyba nie ma tu nic do rzeczy.

A jak to jest u Was? Wierzycie w przesądy, czy raczej podchodzicie do nich z przymrużeniem oka?

Na zdjęciu wtorkowy wieczór, kiedy słońce nieoczekiwanie pokazało się ze swojej najlepszej strony.

Halo słoneczne

Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. To był styczeń 2023 roku, wyjątkowo ciepły. Spędziłem go praktycznie na codziennych jazdach na rowerze. W tygodniu szybkie przejażdżki po zmroku, a w weekendy dłuższe, kilkudziesięciokilometrowe wyprawy.

Tego dnia przez całe popołudnie na południowo-zachodnim niebie towarzyszyło mi widowiskowe halo słoneczne.

To pamiętam

Przeglądam stare zdjęcia. Wystarczy mi chwila, aby przypomnieć sobie okoliczności powstania większości z nich. Codziennych spraw często nie pamiętam, a w pracy jeśli czegoś nie zapiszę, to po prostu zapomnę. A okoliczności robienia zdjęć pamiętam doskonale. Wybiórcza pamięć. To chyba nie choroba? A nawet jeśli, to wolę pamiętać to niż cokolwiek innego.

Maj 2023 roku. Wstałem przed świtem, aby pojechać na rower. Było bardzo zimno, ale wiedziałem, że później zrobi się cieplej, jak to bywa w maju. Póki co jechałem we mgle i co rusz zatrzymywałem się na fotografowanie. No bo jak nie robić zdjęć w takich warunkach? Mgła, przedzierające się przez nią słońce. I ta przyjemność z jazdy, porannej ciszy i spokoju.

Za trzy miesiące wiosna

Miło było wreszcie przejechać się rowerem w weekend za dnia, a nie jak zwykle po zmroku, i to jeszcze w towarzystwie słońca. Mimo grudnia temperatura nie była wcale taka straszna, a w słońcu momentami robiło się wręcz przyjemnie ciepło. Można było bez pośpiechu zatrzymać się tu i tam, popatrzeć na widoki i nie martwić się, że za chwilę człowiek zacznie marznąć.

Taka jazda ma zupełnie inny klimat. Więcej światła, więcej ciepła i czasu na złapanie oddechu. Niby zwykła przejażdżka, a jednak zostawia po sobie bardzo dobre wrażenia i przypomina o tym, że już za trzy miesiące wiosna 🙂

Hipnotyzujące

Poranek nad stawem. Delikatnie prześwitujące przez gałęzie słońce ledwo przebijało się przez lekką mgiełkę unoszącą się w powietrzu. Wyciągnąłem teleobiektyw i poszukałem kilku kadrów pokazujących, jak światło maluje detale.

Spokojna i magiczna chwila. Czas zwolnił, serce uspokoiło tętno po kilkudziesięciu kilometrach jazdy rowerem. Te odbicia w wodzie były hipnotyzujące…

Zwyczajne

Dziś kilka zwyczajnych fotek, zwyczajnych krajobrazów, które wpadły mi w oko podczas przejażdżek rowerowych. Nic nadzwyczajnego, a jednak mają w sobie coś, co sprawia, że zahamowałem i zwróciłem na nie uwagę. Czasem to tylko światło padnie pod fajnym kątem, czasem jakaś droga, opuszczony dom, czy drzewo zrobi robotę.

I choć to codzienne widoki, to właśnie w nich najczęściej kryje się najwięcej uroku.

Nie poddaję się

Nie poddaję się pogodzie i ruszam na rower, gdy tylko mam chwilkę czasu. Od czasu do czasu wyciągam smartfona i pstrykam zdjęcie, jeśli coś wpadnie mi w oko. Przystanki nie mogą jednak trwać zbyt długo, bo zimno jak diabli.

A mimo to takie krótkie wypady potrafią świetnie przewietrzyć głowę. No i zawsze istnieje szansa, że trafi się jakiś kadr, który warto zabrać ze sobą do domu.