Dzisiaj wracam po raz kolejny do niedzieli, kiedy to słońce uraczyło nas swoimi promieniami. Przedstawiam trzy kadry, które gdzieś tam po drodze mi się nawinęły.



Dzisiaj wracam po raz kolejny do niedzieli, kiedy to słońce uraczyło nas swoimi promieniami. Przedstawiam trzy kadry, które gdzieś tam po drodze mi się nawinęły.



Podczas minionego tygodnia sporo jeździłem rowerem (przez siedem dni udało się wykręcić 440 kilometrów), a w niedzielę to nawet złapałem trochę słońca. Co tu dużo mówić, jak świeci słońce, to od razu inaczej się jeździ. I cieplej i przyjemniej. I zdjęcie można się zatrzymać zrobić.
Zaglądnąłem między innymi nad zalew w Cierpiszu i do żwirowni w Czarnej Sędziszowskiej.



Miesiąc kończymy ostatnimi listopadowymi zdjęciami, które powstały kilka dni temu, jakże by inaczej, podczas rowerowej przejażdżki. Pogoda nie rozpieszcza i jeśli temperatura wynosi 2-3° C, to już należy się z tego cieszyć. A jeśli pokaże się odrobina czystego nieba, to już jest szczyt listopadowych marzeń.



Dzisiaj kilka kapliczek i krzyż, które w listopadzie spotkałem na drodze swoich rowerowych przejażdżek.




Las o każdej porze roku może wyglądać pięknie. A powolna jazda po leśnych ścieżkach może sprawić wiele przyjemności i mieć wiele korzyści dla zdrowia. Samo wdychanie tych wszystkich naturalnych olejków eterycznych robi dużo dobrego, poza tym ruch i wyłączenie myślenia. Można by tak godzinami….




Kiedy po długich dniach z chmurami w końcu wychodzi słońce, nie mógłbym inaczej spędzić dnia, niż na rowerze. Gorąco co prawda nie było, ale aby nie zmarznąć to jest tylko kwestia ilości warstw odzieży 🙂



To było tak niedawno, niespełna dwa tygodnie temu. Później kilka razy był przymrozek, powiał mocniej wiatr i po kolorowych zdjęciach zostało tylko wspomnienie.
Listopad nie od parady nazywa się listo-padem…




Czasami lubię przejechać się asfaltem dla samej jazdy, innym razem zapuścić się gdzieś dalej od domu. Jeszcze kiedy indziej mam chęć przemierzyć te nawet ledwo przejezdne polne drogi w mojej niedalekiej okolicy. Dotrzeć tam, gdzie jeszcze nigdy nie byłem. Odkryć nowe miejsca, spojrzeć na te znane z innej perspektywy.
I tak ostatnio odkryłem tę chatkę w szczerym polu, otoczoną z trzech stron górkami. Nawet nie wiem, jak by tam można było do niej dojechać.
Udało mi się też przypadkowo trafić na nowe miejsce, skąd widać moje akacje. Z bardzo daleka, ale z jakże malowniczej perspektywy.
I kolejne zdjęcie — najwyższy budynek w pobliskim mieście, którego co prawda widać z najprzeróżniejszych miejsc, ale odkrywanie ich zawsze sprawia mi frajdę.



Tak wyglądał jeden z ostatnich poranków. Słońce nieśmiało przebijało się przez chmury, a mnie spodobał się ten mroczny klimat.

Kiedy na termometrze tylko jednocyfrowa wartość temperatury, przyjemniej się jeździ, jeśli świeci słońce. Mimo zimna nastraja ono optymistycznie i z większą przyjemnością pokonuje się kilometry. Zachmurzone niebo niekoniecznie, ale wciąż jest lepsze niż jeżdżenie po ciemku. A od listopada oprócz weekendów tylko tak będę mógł.


