
Co ma wisieć, nie utonie




Stary znajomy (kilka wpisów wcześniej) nadal zamieszkuje rododendrona, jak dotąd nie skumał się z żadną kobitą i ma się dobrze 😉
…troszkę urósł 😉

Wczoraj nie spodziewałem się spotkać w ogródku żadnych maluczkich. A tu kilka pszczółek ostro pracowało we wrzoścach, a wśród nich dorodny trzmiel. Niestety żadnych nie udało się sfotografować. A za to na rododendronie spotkałem malutkiego ślizguna, niecały cm, siedział (leżał) rozpłaszczony na brzegu liścia i w najlepsze wygrzewał się w słońcu.

Mnie ten owad kojarzy się jednoznacznie z Bzyczkiem z brygady RR 😉

Poprzednie lato obfitowało u mnie w kwietniki (Misumena vatia). One strasznie lubią być fotografowane. Bez marudzenia znoszą trudy modelingu i nie narzekają kiedy transportuje je z kwiatka na kwiatek 😉

Ależ jestem zaspana, trzeba oczka z rana przetrzeć, bo mi śpiochami zaszły 😉

Może trochę nieładnie tak podglądać i powinno być mi wstyd, ale co tam 😉



Znalazłem go pomiędzy liśćmi jakowejś roślinki. Niedługo po obfitym deszczu w maju.
Go lub ją, bo nie wiem co to takiego i liczę na wiedzę odwiedzających 😉
Bo… dla mnie to po prostu pszczoła albo osa… 😦
