Kilka miesięcy temu udało mi się zrobić dość duże powiększenie pewnej muchy, która dawno nie goliła oczu…

Kilka miesięcy temu udało mi się zrobić dość duże powiększenie pewnej muchy, która dawno nie goliła oczu…

Udawała patyk wbity w liść. Ale moje sokole oko ją zdemaskowało. To gąsienica jakowaś, chociaż…. …bardzo podobna do kobry…


Do pani wojsiłki (Panorpa communis) przyszedł kolega. I jak tak usiedli na liściu, to opowieściom i plotkom nie było końca.

Ten pająk nałapał już tyle much na zimę, że się mu już w spiżarni nie mieszczą i wystają…

– Idzie ta jesień, czy nie? Robić już zapasy na zimę, czy nie? – Zastanawiał się krzyżak żując od niechcenia swoją najświeższą zdobycz.

Ten schludny pluskwiak całą uwagę poświęcał na to, żeby elegancko równolegle do siebie trzymać swoje czułki. Twierdził, że na zdjęciu doda mu to gracji.

Jeśli osy zrobią sobie w ogrodzie gniazdo, to pozostaje je albo brutalnie zlikwidować, albo się z nimi zaprzyjaźnić. Kiedy latem odkryłem, że w brzegu nad stawem osy zrobiły ogromne gniazdo, trochę się zmartwiłem. Ale szybko okazało się, że nikogo nie próbują atakować, nawet jedzenie spożywane przez nas w ogrodzie nie specjalnie ich interesowało. Jej głównym daniem były gnijące papierówki (których specjalnie nie zbierałem spod drzewa) i sok z drewna bukowego czekającego na pocięcie na opał. Są to najprawdopodobniej Osy dachowe (Vespula germanica).


Kiedy silnie wieje wiatr, trzeba mocno trzymać się łapkami liścia, żeby nie spaść. A nie jest łatwo i trzymać się i jeść jednocześnie. Tych gąsienic jednak nic nie jest w stanie powstrzymać przed zjedzeniem obiadku – soczystych liści wierzby 😉

Ciekawe, czy to ta sama, co rok temu… Wygląda całkiem podobnie 😉 Tym razem zauważyłem ją na środku leśnej drogi siedzącą na jakiejś roślinie. Najprawdopodobniej odsypiała nocne łowy, bo ani drgnęła. A kiedy po około godzinie wracałem, ciągle spała w najlepsze.



Kiedy przygotowywałem drewno na opał, non stop towarzyszyło mi stado os i dwa na przemian przylatujące Szerszenie (Vespa crabro). Z lubością spijały soki wypływające ze ściętego drewna bukowego. Na najgrubszym konarze porobiłem im kilka nacięć, żeby mogły się najeść do syta.
Przy okazji byłem świadkiem ataków szerszenia na muchy nie pozwalające mu się skupić na jedzeniu. Ale tego sfotografować nie zdołałem.

