Zajęty był zlizywaniem czegoś z kłosa pszenicy.

Kiedy zbliżyłem do niego obiektyw, spojrzał weń groźnym wzrokiem…

A potem odleciał, ale tego już nie uwieczniłem.


Zajęty był zlizywaniem czegoś z kłosa pszenicy.

Kiedy zbliżyłem do niego obiektyw, spojrzał weń groźnym wzrokiem…

A potem odleciał, ale tego już nie uwieczniłem.


– No nie mogę, co się złapię jakiejś liny, żeby się wspiąć do nieba, to ta po jakimś czasie się kończy za wcześnie – narzekał miniaturowy słonik.

– Żadne azjatki mi się po moim drzewie plątać nie będą! Ja tu rządzę i basta – odgrażała się pomarańczowa biedronka Vibidia duodecimguttata.

Czerwona peleryna, czerwone pantalony, oto mój styl. Trzeba się czymś wyróżniać wśród chrząszczy, jak się ma małą główkę… – skarżył się chrząszcz z rodziny Attelabidae spotkany na polnym krzaku.

Nie wiem czemu, ale ten chrząszcz skojarzył mi się z panem Jacykowem. Podkręcony wąs i wydłużone, pomalowane rzęsy. To chyba jego styl…


Te malutkie chrząszczyki spotykam co roku na liściach brzozy. Wydają się całkiem sympatyczne i najwidoczniej polubiły miejsce w naszym ogródku.

Nastał zdecydowanie czas onomiłków (Cantharidae). Gdzie się nie obejrzę, tam omomiłki. Zauważyłem ich ciekawe zachowanie, kiedy mnie zauważą, czym prędzej biegną na szczyt trawki, czy gałązki, na której siedzą i odlatują. Co za nietowarzyskie chrząszcze…

Dzień niby nie był upalny, ale pewien chrząszcz zrobił sobie z trawy baldachim i wylegiwał się w jego cieniu… Takiemu to dobrze, ja muszę czekać do soboty

Nie potrafię określić, czy to obryzg (Polydrusus), czy naliściak (Phyllobius), ale doskonale pamiętam, że obryzgi mają kanaliki koło czułków (nawiasem mówiąc Ktoś tu znów powinien być ze mnie dumny) ;). Obstawiam, że ten tu nie ma i jest naliściakiem…

Idąc leśną dróżką i bacznie rozglądając się za owadami, coś wielkiego i czerwonego mignęło mi między liśćmi małej rośliny. Okazało się, że to ogromne chrząszczysko, a moje zdziwienie było jeszcze większe, gdy okazało się, że chodzi po nim kilkanaście roztoczy, brrrr….. aż mnie ciarki przeszły, ale zachowałem zimną krew i udało mi się zrobić kilka zdjęć 😉


