Dla widoków

Na początku stycznia śniegu prawie nie było. Też na chwilę, wieczorem, wyszło słońce, choć był to czas, gdy na niebie głównie panowały chmury. Delikatne obłoki stworzyły jednak kolorowy spektakl na niebie.

Wyjechałem na pobliskie wzniesienie, skąd mam widok na okolicę bliższą i dalszą. Pamiętam, że kiedy zaczynałem swoją przygodę z fotografią, nigdy nikogo tam nie spotykałem. Dziś to już popularne miejsce, do którego okoliczni mieszkańcy przyjeżdżają właśnie dla takich widoków.

W ostatniej chwili

Tup tup, skrzyp, skrzyp. Bardziej to drugie. Skrzypienie śniegu pod moimi stopami skutecznie ostrzegało zwierzynę, zanim znalazła się w zasięgu mojego wzroku. Jedna sarenka tylko się zagapiła i zwiała w ostatnim momencie.

Zapas witaminy

Słońce nie oznacza, że jest gorąco. Nawet nie oznacza, że jest ciepło. Poranki, choć słoneczne, nadal są mega mroźne, ale zachęcają do spacerów po lesie jak nic innego. Po tak długim okresie bez słońca w końcu możemy odbudować zapasy witaminy D w organizmie.

Cieplej w lesie

Pomyślałem, że może w lesie będzie cieplej niż na otwartej przestrzeni. Nie myliłem się — było nieco przyjemniej niż o świcie, pewnie dlatego, że zrobiło się już trochę później, a słońce prześwitujące między drzewami mimo wszystko odrobinkę grzało.

Na szczęście ktoś był tak miły i odśnieżył główne leśne drogi (pewnie z myślą o służbach, na wypadek pożaru albo innych zdarzeń), choć i tak było mega ślisko. Dwa dni na plusie zrobiły swoje, a teraz wszystko solidnie zamarzło. Za to cisza absolutna, byłem sam i nie zauważyłem ani jednego śladu ludzkich stóp.

-10 stopni

-10 stopni. Kto by w taki mroźny poranek ruszał się z domu? Byłem to ja. Chciałem na własne oczy zobaczyć, jak wygląda słońce, bo nie widziałem go już bardzo, bardzo długo. A dziś był ten dzień, kiedy od rana miało świecić całym swym blaskiem.

Dzień zacząłem nad pobliskim zalewem, podziwiając wschód słońca i przebierając nóżkami, bo w połączeniu z wiatrem ziąb był przeszywający. Kilka zdjęć i fruu — na spacer po lesie. 

25-ty dzień

Czy te zdjęcia zrobiłem podczas przejażdżki rowerowej? Tak, ubiegłej zimy, kiedy resztki śniegu leżały jeszcze na niektórych drogach, a przez kilka godzin chmury zrobiły się rzadsze i zaczęło wyglądać zza nich słońce, pojechałem na rower. Może było to i ryzykowne, ale po kilkunastu dniach zimy kusiło jak nic innego.

A dzisiaj? Dzisiaj jest 25-ty dzień bez roweru i jeszcze pewnie nieprędko wsiądę na dwa kółka.