Prezent

To był niezobowiązujący spacer. Aparat na szyi, ale bez większych planów na zdjęcia. Po prostu sobie szedłem i czekałem czy i czym obdarzy mnie natura.

A ta na dzień dobry zaserwowała mi stadko saren w całkiem fajnych okolicznościach przyrody.

An-124 nad domem

Przyjechałem właśnie z fotografowania. Rzuciłem torbę z aparatem na ławkę i spacerowałem sobie po ogrodzie. Nagle usłyszałem ten charakterystyczny dźwięk silników. To mógł być tylko AN-124. O ile nie znam się specjalnie na samolotach, jego dźwięku nie można pomylić z żadnym innym.

W te pędy pobiegłem po aparat, jeszcze zdążyłem zmienić obiektyw, kiedy pojawił się pomiędzy chmurami, podchodząc do lądowania na odległym o ok. dwadzieścia kilka kilometrów lotnisku.

An-124
An-124
An-124

Wychłodzony

W sobotę pogoda wystrychnęła mnie na dudka. Miało padać od przedpołudnia, a tu było ciepło i bezwietrznie do późnego popołudnia. Można było spokojnie jechać na rower.

Tymczasem pojechałem dopiero w niedzielę. Mocny wiatr, przewalające się chmury, a słońce tylko od czasu do czasu. Nie przeszkodziło mi to wykręcić kolejne kilometry do kolekcji. Nawet udało się zrobić kilka zdjęć, choć zatrzymywanie się groziło bezwzględnym wychłodzeniem w ciągu kilku minut…

Borek Mały, Poręby
Biały Bór, Sokole
Pustków, Korzeniówek
Borek Mały, Górka

Otchłań

Do wschodu czterdzieści minut. Trochę już jasno, a kolory są nijakie. To nic, ja je lubię. Są inne niż o wschodzie, zachodzie, w południe, czy po południu. I mało kto je ogląda, bo większość jeszcze śpi.

Ja czekając na wschód, spaceruję i szukam kadrów. Szukam koloru. Perspektywy. Pod różnym kątem, różną ogniskową. Eksperymentuję. Coś się potem wybierze z tych zdjęć do pokazania.

Parheliony i rower

Kiedy na niebie pojawiły się słońca poboczne [parhelion], a ja właśnie jeździłem rowerem, narodził mi się w myśli pomysł na zdjęcie, jakiego jeszcze w swojej kolekcji nie mam.

Akcje, zachodzące słońce, a obok nich na horyzoncie mój wehikuł. Docisnąłem, aby zdążyć dojechać na miejsce. A tam miałem do zrobienia już tylko zdjęcia. Cała reszta już się działa. Akacje na swoim miejscu, rower koło nich zaparkowany, idealne niebo i piękna jego ozdoba — wspomniane parheliony.

Byłem w raju

O święty Franciszku, patronie krajobrazów! Co to był za poranek. Kolory dosłownie zalały okolicę. Zawładnęły wszystkim dookoła. Łącznie z Witkiem, który jak niespełna rozumu biegał we wszystkie strony, aby zdążyć zrobić jak najwięcej zdjęć.

Pobudka o nieludzkiej godzinie – 4:30… Zajeżdżam na miejscówkę, a tam nic się nie dzieje. No ale do wschodu jeszcze sporo czasu. Zawsze jest ta niepewność, czy niebo rozbłyśnie kolorami.

Czekam i czekam! I oto najpierw nieśmiało nad horyzontem, by po kilku chwilach całe niebo zapłonęło. Niepozorne obłoczki zaświeciły oszałamiającym blaskiem. Kolorami zmieniającymi się z minuty na minute. Coraz intensywniej i intensywniej. Jak w raju.

Kamionka, Podmłynie
Kamionka, Podmłynie
Kamionka, Podmłynie

Kolarstwo romantyczne

Słońce wyszło po południu. Termometr pokazywał zdradzieckie 10°C. Wiedziony doświadczeniem ubrałem się jednak solidnie. Na rowerze nigdy nic nie wiadomo. Wolę się przegrzać, niż zmarznąć. Dobrze zrobiłem, bo jadąc w cieniu i już po zachodzie słońca temperatura bardzo spadła.

A ja jechałem niespiesznie, uprawiając ulubiony rodzaj kolarstwa. Niektórzy nazywają to kolarstwem romantycznym. Bez pośpiechu, wolnym spacerowym tempem. Tak, aby mieć czas kontemplować widoki i robić zdjęcia. Natura mi sprzyjała i mogłem podziwiać klimatyczny zachód słońca.

Iwierzyce, Dworskie
Iwierzyce, Dworskie
Iwierzyce, Dworskie

Człowiek ciepłolubny

To jeszcze nie wiosna. Jednak wszystko wskazuje na to, że niedługo nadejdzie. Sporo wcześniej niż w innych latach. Dla mnie super, bo jestem człowiekiem ciepłolubnym. Spacery po okolicy stają się coraz przyjemniejsze. Jest i cieplej i coraz bardziej zielono.