Muszę poczekać

Czy to już resztki zimy w najbliższych dniach? Prognozy mówią o dodatnich temperaturach w ciągu dnia. W sumie chętnie wsiadłbym już na rower, bo dziś mija trzydziesty piąty dzień bez jazdy. Swoją drogą odliczam jak ktoś uzależniony odlicza dni abstynencji.

Proste, skoro i ja odliczam, jestem uzależniony od roweru. I choć znalazłem sobie inne aktywności, które mogłem uprawiać zimą, to jednak ciągle myślę o tym, kiedy wrócę na rower.

Ale na takie dłuższe wyprawy, podczas pięknych wschodów słońca… Ile jeszcze muszę poczekać?

W moment

Tak naprawdę w styczniu prawie w ogóle nie fotografuję. Sporo zdjęć, które wstawiałem, to archiwalia z poprzednich zim. Owszem, było kilka aktualnych kadrów, ale ostatnio warunki wyjątkowo mi nie sprzyjają wtedy, kiedy mam czas fotografować, czyli głównie w weekendy.

Czekam więc z niecierpliwością, aż dni wreszcie się wydłużą i pojawi się choć chwila, żeby po pracy wyskoczyć w plener, zanim zapadnie zmrok.

Poniższe zdjęcia są z niedzieli. Na dosłownie dwie, może trzy godziny wyszło słońce i udało mi się całkiem elegancko wstrzelić w ten moment.

Żywot sarny

Czy sarnę można oswoić? Tak, żeby chodziła za człowiekiem jak pies, na spacery, na fotografowanie… i pozowała na przykład w różnych miejscach do zdjęć?

Oczywiście, że nie, ale ta ze zdjęcia ewidentnie mnie prześladowała. Spotykałem ją dwukrotnie. Za pierwszym razem chwilę uważnie mi się przyglądała, a potem w te pędy zwiała, ale za drugim niespiesznie spacerowała, nie zwracając na mnie większej uwagi.

Przynajmniej mi się tak wydawało. A może po prostu zachód słońca tak ją zauroczył, że ja zeszedłem na dalszy plan.

Dla widoków

Na początku stycznia śniegu prawie nie było. Też na chwilę, wieczorem, wyszło słońce, choć był to czas, gdy na niebie głównie panowały chmury. Delikatne obłoki stworzyły jednak kolorowy spektakl na niebie.

Wyjechałem na pobliskie wzniesienie, skąd mam widok na okolicę bliższą i dalszą. Pamiętam, że kiedy zaczynałem swoją przygodę z fotografią, nigdy nikogo tam nie spotykałem. Dziś to już popularne miejsce, do którego okoliczni mieszkańcy przyjeżdżają właśnie dla takich widoków.

W ostatniej chwili

Tup tup, skrzyp, skrzyp. Bardziej to drugie. Skrzypienie śniegu pod moimi stopami skutecznie ostrzegało zwierzynę, zanim znalazła się w zasięgu mojego wzroku. Jedna sarenka tylko się zagapiła i zwiała w ostatnim momencie.

Zapas witaminy

Słońce nie oznacza, że jest gorąco. Nawet nie oznacza, że jest ciepło. Poranki, choć słoneczne, nadal są mega mroźne, ale zachęcają do spacerów po lesie jak nic innego. Po tak długim okresie bez słońca w końcu możemy odbudować zapasy witaminy D w organizmie.

Cieplej w lesie

Pomyślałem, że może w lesie będzie cieplej niż na otwartej przestrzeni. Nie myliłem się — było nieco przyjemniej niż o świcie, pewnie dlatego, że zrobiło się już trochę później, a słońce prześwitujące między drzewami mimo wszystko odrobinkę grzało.

Na szczęście ktoś był tak miły i odśnieżył główne leśne drogi (pewnie z myślą o służbach, na wypadek pożaru albo innych zdarzeń), choć i tak było mega ślisko. Dwa dni na plusie zrobiły swoje, a teraz wszystko solidnie zamarzło. Za to cisza absolutna, byłem sam i nie zauważyłem ani jednego śladu ludzkich stóp.